„Zmień mieszkanie, zmienisz swoje życie” – wywiad z Dorotą Szelągowską

Dorota Szelągowska, najbardziej znana polska projektantka wnętrz, uwielbia swoje życie i nie wstydzi się mówić o tym głośno. Jak zarazić się jej pozytywną energią? Oczywiście zmieniając mieszkanie. Jej przepis na magiczną Gwiazdkę odkryjecie w najnowszej książce „Dorota was urządzi na święta”. [Sylwia Barbachowska, grudzień 2016) 

– W programie zdarza się, że zmienia Pani wystrój wnętrza 20-latka, w którego pokoju  stoją jeszcze zabawki. Czasem trafia Pani na parę, która nie ma urządzonej sypialni, bo przez kilka lat nie mogła dojść w tej sprawie do kompromisu. Czy Pani zdaniem metamorfoza mieszkania wywołuje także zmianę w życiu bohaterów?

Absolutnie tak. Po pierwsze, patrząc jak mieszkają ludzie, możemy stwierdzić, jakie mają problemy albo mocne strony. Czasami na pierwszy rzut oka wydają się spełnieni i pewni siebie, ale ich mieszkanie nie odzwierciedla tego, kim są. Przy bliższym poznaniu okazuje się, że ich odwaga jest tylko pozorna. Mieszkanie jest lustrzanym odbiciem osobowości.

Po drugie, duża cześć bohaterów „Dorota was urządzi” po moim remoncie jednego pokoju robi zmianę w całym mieszkaniu. Jedna zamiana napędza drugą. Często zdarza się, że ludzie dokonują niezrozumiałych wyborów. Nie lubią fioletowego, a jest on głównym kolorem w salonie i przedpokoju. Marzą o jasnym pomieszczeniu, a wszystkie meble są ciemne. Myślę, że można to też przełożyć na milion innych sfer życia: chodzimy do pracy, która nie sprawia nam satysfakcji, mamy znajomych, z którymi nie chcemy się spotykać… Zmiana wnętrza na pewno jest pierwszym i najprostszym elementem, który pokazuje ludziom, że można inaczej.

– W jednym z odcinków powiedziała Pani, że brak zmian wynika wyłącznie ze strachu. Mamy zarówno pomysł na remont, jak i możliwości jego przeprowadzenia.

– Tak, jesteśmy też niewolnikami przechowywania “jeszcze dobrych rzeczy”. Razem z moją mamą napisałyśmy o tym felieton do książki “Makatka”. To jest jeszcze pozostałość po systemie, w którym nic nie można było kupić. Ale co to generuje: “Pani Doroto, ja muszę mieć dużo miejsca do przechowywania, dużo schowków i dużo szaf”. “A co tam Pani chce przechowywać?” 16 kompletów pościeli z kory, 25 obrusów, pudełka po dekoderach sprzed 10 lat, których już dawno nie ma, dodatkowe części, wezgłowie do łóżka, które wyrzuciliśmy 15 lat temu… My zagracamy swoje mieszkania. Właśnie skończyłam remont u Pani, która ma lat 60, pochowała męża, do programu zgłosiła ją jej córka. W “Domowych rewolucjach” między innymi odgraciliśmy jej pawlacz. Była przerażona tym, że kazałam jej wyrzucić wszystkie rzeczy. Zrobiła to, potem przyjechała do mnie i powiedziała, że pierwszy raz w życiu czuje się wolna.

– Czyli pozwoliło jej to ruszyć dalej?

– Oczywiście! Ja też nie jestem fanką absolutnego minimalizmu, który każe nam posiadać wyłącznie 6 rzeczy. Jednak myślę, że można się pozbyć za małych butów albo ubrań, do których planujemy schudnąć, przytyć, urosnąć… Zawsze głośno o tym mówię: nie można zrobić żadnego remontu bez porządku i wyrzucenia połowy rzeczy.

– W programie “Dorota Was urządzi” rozmawia Pani z uczestnikami tylko przez chwilę, ale zawsze udaje się Pani dokładnie trafić w ich gusta. Jak Pani to robi? 

– Proszę pamiętać, że program telewizyjny Rządzi się swoimi prawami. Rzeczywiście uczestników widzę po raz pierwszy, kiedy otwieram drzwi do ich domu, natomiast już wcześniej dostaję ich dokumentację. Przyznaję, że umiem wymyślić projekt w ciągu kilkunastu minut, jednak rozmowa, która trafia do telewizji też jest znacznie krótsza niż ta, która się odbyła. Rozmawiam z uczestnikami, proszę, by pokazali mi, co im się podoba. Nie robię nic wbrew bohaterom, ale nigdy też nie robię niczego wbrew sobie. Szukam kompromisu, nawet jeżeli okazuje się, że bohaterowie lubią coś, co ja uważam za obciach. Wystarczy ich dobrze słuchać, bo zawsze wiedzą, czego chcą, nawet jeśli twierdzą, że jest inaczej.

– A jednak często zaczynają rozmowę od tego, że nie znają swoich upodobań. 

– Tak, ale później to się zmienia. Wystarczy zadać im kilka pytań: “Proszę podać mi przykłady pomieszczeń, w których się Pani bardzo dobrze czuje, może ma Pani zdjęcia takich miejsc?” Wtedy słyszę: „Ostatnio byłam w pięknej kawiarni, moja ciotka ma ładnie urządzone mieszkanie”. Czasami zdarza się, że uczestniczka pokazuje mi inspiracje z białymi meblami, chociaż wcześniej mówiła, że ich nie lubi. Kiedy jednak decyduję się zrobić dla niej białe wnętrze, jest zachwycona.

 – A więc dokopuje się Pani do tego, czego ludzie czasem nie są świadomi. 

– Tak, są przekonani, że lubią coś, co tak naprawdę im się nie podoba. Być może uważają, że coś powinno tak wyglądać albo widzieli, że sąsiadka ma tak urządzone wnętrze. Ludzie wpuszczają mnie bardzo głęboko do swojego życia, więc staram się to uszanować, nie mogę zrobić kroku za daleko. Chociaż jeśli uważam coś za bardzo złe, to po prostu im to mówię. Nigdy jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś się obraził. Chyba jednak wiedzą, że chcę dla nich dobrze i to jest taki mianownik, pod którym już się nie mieszczą negatywne emocje.

– Ufają Pani.

– Tak, choć nie wszyscy. Czasem następuje kryzys, gdy mają mi oddać klucze. W ostatnio emitowanym odcinku było dwóch braci – bliźniaków. Niesamowici chłopcy, bardzo się cieszyli, że zrobię im metamorfozę. Jednemu jednak puściły nerwy w momencie oddawania kluczy. Jak widać, nawet dla małych dzieci jest to duże przeżycie.

– Oglądając Pani program odnoszę wrażenie, że Pani uwielbia swoją pracę. 

– Bo tak jest. Tego nie da się udawać. Jeżeli człowiek nie lubi swojego życia, to widać to na pierwszy rzut oka. Kiedyś moja mama powiedziała mi, że po 40-tce charakter człowieka widać na twarzy. Sama nie korzystam z medycyny estetycznej, nie mam nawet czasu iść na manicure, a co dopiero sobie cokolwiek wstrzykiwać (śmiech). Zawsze gdy patrzę w lustro, śmieję się: “Skoro charakter widać na twarzy, to jest nieźle”. Jak się ma zmarszczki od uśmiechu, to jest to coś pięknego. Mimo tego, że moja praca jest ciężka, mam w niej mnóstwo stresu i terminy do dotrzymania, to mogę nazwać siebie szczęściarą. Robię to, co kocham i jest to moje źródło utrzymania. Szczyt marzeń. To takie niepolskie, bo powinno się trochę ponarzekać, a ja strasznie lubię siebie, swoje życie i to, co robię.

– Powiedziała Pani, że Pani praca bywa ciężka i ma Pani dużo stresu. Czy wpływa to na inne sfery Pani życia?

– Absolutnie tak. Natomiast moja rodzina jest do tego przyzwyczajona i mam szczęście bycia w związku opartym na wsparciu. Pewnie gdybym miała małe dziecko, to nie dałabym rady. Mój syn ma już jednak 15 lat, mogę mu powiedzieć: “Synku, masz obiad w zamrażalniku, odgrzej sobie”. Wystarczy, że poświęcę mu kilka godzin dziennie i razem pogramy w planszówki lub w inny sposób spędzimy czas.

– Czyli ważniejsza staje się jakość spędzanego czasu, a nie jego ilość. Proszę powiedzieć, czy zawsze wiedziała Pani o tym, że robienie tego, co się lubi, jest ważne? 

– Gdy w 1998 roku zaczęłam pracować w telewizji, kompletnie nie wiedziałam, co będę robić w życiu. Jednak patrząc wstecz widzę, ile projektów wychodziło spod mojej ręki. Marginesy zeszytów też miałam zawsze porysowane. Chyba było to we mnie od zawsze. Jednak pełnię szczęścia osiągnęłam dopiero wtedy, gdy praca zaczęła współgrać z moim życiem osobistym. Nie wierzę w uniwersalne schematy idealnego podziału czasu. Sądzę, że jest to kwestia indywidualna. U mnie praca zajmuje obecnie 80% czasu, ale nic innego na tym nie cierpi i to jest ważne. Kiedyś myślałam o tym, że będę miała sześcioro dzieci. Czasami nie pracowałam i uznawałam, że będę kurą domową. Chciałam, by mój dom wyglądał perfekcyjnie, robiłam przyjęcia na 70 osób i sama na nie gotowałam. Wtedy to było cudowne, ale teraz jak przyjmuję w moim domu 12 osób, to czasem mam ochotę już ich poprosić, by wyszli (śmiech). Zmieniły mi się priorytety. Teraz najważniejsza jest dla mnie – jak Pani to ujęła – wysoka jakość czasu spędzanego z kimś. Wolę poświęcić go mniejszej ilości osób, ale będzie on lepszy. Mam też dużo węższe grono przyjaciół niż wcześniej, ale są to wspaniali ludzie. Największym marzeniem jest dla mnie to, żeby za 3,5 roku mieszkać na wsi i dzielić swoje życie pomiędzy dwa miejsca.

– Można powiedzieć, że Pani życie płynnie się układało, nie doświadczyła Pani przełomu… 

– Tak, wszystko działo się w odpowiednim momencie i w dobry sposób. Nie cofnęłabym absolutnie niczego, co się wydarzyło. Każda sytuacja była furtką do kolejnych doświadczeń. Przestałam występować przed kamerami w 2002 roku, a po urodzeniu dziecka nie chciałam już wracać do telewizji. Wolałam pisać scenariusze, stać po drugiej stronie kamery. To, że wróciłam na antenę było dziełem przypadku, chciałam zrobić komuś przysługę. Jeden odcinek pociągnął za sobą kolejny, następnie szefowa TVN Style Małgosia Łupina zaprosiła mnie do swojej stacji i tak się to potoczyło.

– Czyli jest Pani szczęściarą?

– Myślę, że każdy z nas jest szczęściarzem, tylko trzeba korzystać z przydarzających się okazji. Zdarzają się też oczywiście złe doświadczenia, ale są one zawsze furtką do czegoś dobrego.

The following two tabs change content below.
Sylwia Barbachowska

Sylwia Barbachowska

Redaktor Działu Kultura Studentka psychologii na UW, członkini Studenckiego Koła Naukowego Psychoterapii „Dialog”. Fascynuje ją psychologia rozumiana jako sposób na stałe zgłębianie wiedzy o sobie i rozwój. Miłośniczka dobrego jedzenia i smakowania życia. Zwalnia przy jodze i medytacji. Radość dają jej podróże, filmy i książki. Nowo odkryte hobby to szperanie w sklepach ze starociami.