Mój syn. Bystry 2.latek. Zakochany w konikach polnych, gąsienicach i motylach. Nie ma problemu z nawiązywaniem relacji z rówieśnikami. Wychowywany stadnie, od kiedy pamięta. Ciąg pytań, które zadaje nie ma końca. Cierpliwie odpowiadamy z mężem mając pewność, że w przyszłości nasz trud zaprocentuje. Jest jednak coś, co spędza nam sen z powiek. Dosłownie. Każda noc wygląda identycznie…

Jest noc. Ciemno w mieszkaniu. Cicho. Nagle obija się o ściany przerażający krzyk dziecka. Echo jeszcze bardziej potęguje przyspieszone bicie serca rodziców. Słychać mrożący krew w żyłach płacz. Szybki tupot nóżek prowadzi dziecko do sypialni rodziców. Malec wskakuje do łóżka. Zanurza się w nie swojej kołdrze. Przytula się mocno i z uśmiechem na ustach zasypia. Rano budzi się z pogodną twarzą i spokojem. Każda noc przez ostatnie pół roku wygląda tak samo: krzyk, płacz, niewyspanie. Z małymi wyjątkami. Zdarza się, że dzień daje mu tak mocno w kość, że śpi do rana u siebie.

Próbujemy wszystkiego. Do cna wykorzystujemy rolety zewnętrzne w obawie, że światło wpadające do pokoju może go budzi.

Innej nocy śpi przy małej zapalonej lampce. Oglądamy z nim bajki próbując zrozumieć, który obraz może wywoływać spore emocje. Odkrajamy wszystkie, które mogą budzić te negatywne. Przed snem wyciszamy i budujemy pozytywne skojarzenia przyjemnymi obrazami wymyślanych opowieści. Pozbywamy się wszystkich książek, które ilustracjami (o tym też niebawem będzie!) wpędzają w nieprzyjemny stan. Śpiewam. Przytulam. Całuję. W dzień rozmawiam doszukując się w słowach dziecka strachu. Żadna z tych rzeczy nie minimalizuje natężenia krzyku dziecka. Boję się każdej nocy. Bo wiem, co przyniesie…

Pewnego dnia usypiam jak zawsze opowieścią, śpiewem i otuleniem. Całuję na dobranoc. Wychodzę z pokoju na palcach. Jedna z ulubionych zabawek – tramwaj sporych gabarytów – uniemożliwia całkowite zamknięcie drzwi. Schylam się, żeby go podnieść. Obracam się o 180 stopni. Odruchowo patrzę w stronę korytarza. Przechodzi mi przez myśl pomysł – zobaczę, co może widzieć mój syn (kucając mam wzrok na podobnej wysokości co on). Myślę, tego jeszcze nie robiłam. Nagle, czuję dreszcze i adrenalinę, która mocno krąży mi w żyłach. Wiem, że moje oczy zrobiły się tak wielkie, jak nigdy dotąd. Nad drzwiami obok dzwonka widzę maskę. I to nie teatralną! Mam przed oczami twarz bohatera filmu z 1994 – Maskę. Ma dokładnie zarysowane oczy, nos i usta. Przerażający obraz to wynik gry światła dobiegającego z zewnątrz z cieniem w mieszkaniu. Czuję, że odkryłam! Wołam męża, pokazuję obraz. Wytęża wzrok. Próbuje złapać odpowiednie elementy – uff… widzi to samo.

Następnego dnia wieczorem tłumaczymy synowi zjawisko, które może go niepokoić. Pokazujemy skąd bierze się rozbudzający emocje obraz. Opuszczamy i podnosimy roletę, żeby pomóc mu zrozumieć, że to nie potwór tylko specyficzny cień. Wspólnie decydujemy, jak będziemy z nim walczyć. Wykorzystujemy możliwości rolety. Tej nocy nie było krzyku i płaczu. Następne minęły w podobnej tonacji. Od tego momentu płacz dziecka nie przerywa ciszy nocnej. Po czasie rezygnujemy z zaciągania rolety. Obeszło się bez skutków ubocznych.

Wiesz, co było w tym wszystkim najgorsze? Że syn nam mówił, czego się boi! Mówił nam wyraźnie, że dzwonek do drzwi to potwór. Gdy miał przejść korytarzem (nawet w dzień!) trzymał się najbliżej jak mógł przeciwległej ściany. Byliśmy przekonani, że to fantazja malucha. A co robiliśmy, gdy nam mówił o dzwonku potworze? Tłumaczyliśmy, jak działa dzwonek…. Co mogło wywołać jeszcze gorsze obrazy…

Już pewnie wiesz, jak moja opowieść ma się do zarządzania ludźmi. Gdy pracownik sygnalizuje Ci jakieś problemy, trudności, mówi, że coś wzbudza jego niepokój, albo widzisz, że jest coś, co odkłada w nieskończoność na później spróbuj przybrać jego perspektywę. Obróć się o 180 stopni i kucnij. Niech Twój wzrok będzie na linii jego wzroku. Spróbuj zobaczyć i zrozumieć, co widzi. Możesz założyć, że to jego wymysł. Możesz też powiedzieć, że jest dorosły, płacisz mu za radzenie sobie z przeciwnościami losu. Zgadzam się – możesz. Wszystko możesz. Tylko widzisz, odkładanie zadań przez Twojego pracownika z powodu obaw, czy lęku może spowodować, że stracisz dużo pieniędzy (bo można było zrobić szybciej), przysłowiowego czasu i energii na ciągłe ponaglanie go. Bądź dla niego partnerem. Wesprzyj go w bojach i tłumacz, jeśli jest taka konieczność, zachodzące zjawiska. Będziesz spokojniejszy i bogatszy, a Twój pracownik nauczy się, jak radzić sobie z podobnymi sytuacjami w przyszłości.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułRozmowy o psychoterapii: Katarzyna Miller
Następny artykułZobacz jak młodzi psychologowie rozwijają skrzydła. Przyjdź na tegoroczne Psychodebiuty! NASZ PATRONAT
Zbudowały mnie przestrzeń korporacyjna i pasja mentorki. Jestem związana z obszarem HR przeszło 9 lat. Mam na swoim koncie wdrażanie i doskonalenie procesów HR w firmach produkcyjnych i sprzedażowej. Wiem, że tylko organizacje, które przyciągają i zatrzymują wartościowych pracowników sięgną gwiazd. Pomagam im osiągnąć efekt dzięki projektowaniu procesów: rekrutacji, onboardingu (wdrażania ludzi), zarządzania przez cele w oparciu o nowoczesną metodologię. Pokazuję jak wdrażać kulturę empowermentu bez szumnego „wdrażania”, która jest gwarantem sukcesu. Przy tym szkolę i doradzam, bo zależy mi na firmach, w których dobrze się dzieje. Prowadzę bloga Fabryka Zaangażowania. Pokazuję tu jak obudzić MOC w ludziach. Wydobyć z nich to, co na pewno mają – zaangażowanie. Prywatnie jestem żoną i mamą Mateusza i Natalii. To oni inspirują mnie w codziennym działaniu. Podróżuję. Uwielbiam być tam, gdzie jeszcze mnie nie było. Lubię nowe smaki, widoki i ludzi. Co robię w Magazynie Tu i Teraz? Oswajam HR. Pomagam rozłożyć stres na czynniki pierwsze. Dostarczam praktycznych narzędzi, z których samodzielnie możesz korzystać. Jeśli chcesz, abym napisała na interesujący Cię temat – zapraszam do kontaktu. www.fabrykazaangazowania.pl