Afryka jest kobietą? Od pierwszego momentu zaintrygował mnie ten tytuł. Poznając archetypy kobiecości, odkrywając kolejne warstwy mojej kobiecości nigdy nie pomyślałam o niej właśnie w ten sposób. Zanim zapytałam o to  Autorkę książki, postanowiłam poczuć ją w swoim wnętrzu. Stojąc gdzieś w korku pozwoliłam, by te słowa wybrzmiały w moim umyśle. Błyskawicznie pojawiły się obrazy ciemnoskórych kobiet o oczach niezwykle pięknych, ciemnych jak węgiel, skrywających w sobie pewną pierwotną siłę. Chwilę potem usłyszałam rytm wybijany na ogromnych bębnach i piękny, dziki taniec. A zaraz potem feerię kolorów, przypominającą o nieskrępowanej, wręcz dziecięcej radości i szczęściu. [Martyna Świtkowska, listopad 2016]

Piękny początek wywiadu i historii, która za chwilę ma się wydarzyć – pomyślałam. Szczególnie, że po szybach samochodu spływały strumienie deszczu. Kiedy dotarłam do umówionego miejsca do moich uszu dotarły dźwięki muzyki przywodzące na myśl  Afrykę. A chwilę potem zobaczyłam uśmiechniętą blondynkę, która miała na sobie piękny, ogromny, kolorowy naszyjnik. Jej ręce były udekorowane oryginalnymi bransoletami. Co mnie jednak najbardziej urzekło? Szczery uśmiech, który gościł nie tylko na twarzy Beaty Lewandowskiej-Kaftan, ale przede wszystkim w Jej sercu. To będzie niezwykłe spotkanie – pomyślałam. Tak właśnie rozpoczęła się moja a także zaraz również i twoja Drogi Czytelniku pierwsza podróż po Afryce.

  • Spotykamy się z okazji wydania Pani najnowszej książki „Afryka jest kobietą”. Skąd się wziął pomysł na jej napisanie ?
  • Ta książka została napisana z miłości. Z miłości do Afryki, w której zakochałam się prawie 15 lat temu. Zauroczyły mnie afrykańskie krajobrazy, natura i i ludzie . Więc kiedy przestałam pracować zawodowo, bo podjęłam taką decyzję półtora roku temu, pomyślałam że nadszedł  czas na Afrykę, tylko Afrykę. . Miałam więcej czasu, spokojniejsza głowę, a znajomi i przyjaciele, którym często opowiadałam o Afryce, namawiali  mnie, abym spisała  swoje historie. Wzięłam głęboki oddech i  odważyłam się. Nie było to łatwe, bo będąc przez 30 lat wydawcą ma się jeszcze większą tremę przed napisaniem własnej  książki. Właśnie z uwagi na to, że zna się rzecz od podszewki. Ale okazało się, że to bardzo ciekawe doświadczenie, przejść na drugą stronę wydawniczego lustra i znaleźć się  w roli autora.
  • Jak sam tytuł mówi Afryka jest kobietą, ale dlaczego? Dla świata zachodniego może to być trochę zagadkowe.
  • Można tak powiedzieć w dzisiejszych czasach o prawie każdym zakątku Ziemi. Myślę, że i Afryka i Ameryka Południowa jest kobietą. Ale w Afryce widać to szczególnie mocno.  Po pierwsze Afrykanki, choć są bardzo różne, pochodzą z różnych ludów,  mają za sobą różną historię i tradycję, odmiennie się ubierają, to jednaka także mają  wiele wspólnych cech. Są odważne, życiowo odważne. Nie mam tu jednak na myśli odwagi bojowej. Są bardzo silne i zdeterminowane, stoją mocno  na ziemi. No i potrafią by
  • niezwykle solidarne. Jest w nich także coś, co szczególnie mnie ujęło -są bardzo dumne, w najlepszym  znaczeniu tego słowa. Pełne godności.
  • Tak wewnętrznie?
  • Mam tu na myśli kobiety, które poznałam w wioskach gdzieś daleko na sawannie czy w buszu. Miasto zmienia ludzi, nie mogę oczywiście powiedzieć, że te miejskie Afrykanki są zgoła inne, ale kobiety żyjące daleko od cywilizacji są szczególne… Są dumne i godne. Myślę, że bierze się ona z tego, że wiedzą kim są. Mają bardzo wyraźny i silny kręgosłup  psychiczny, są  mocno zakorzenione w tradycji plemienia, klanu i we własnej rodzinie. To daje im wielką siłę, poczucie godności oraz świadomość swojego miejsca na ziemi. Odczuwa się to przy każdym spotkaniu z nimi. A  dlaczego jeszcze Afryka  jest kobietą? Dlatego, że Afryka  teraz bardzo się zmienia i w wielu rejonach a także wielu plemionach czy ludach ogromnie wzrasta rola kobiety. Zjawisko to widać wśród ludów pasterskich i myśliwskich , gdzie mężczyźni byli wojownikami, polowali i opiekowali się stadami, a one  stanowiły o statusie rodziny czy klanu. Ta zmiana bierze się stąd, że  wiele terenów, które kiedyś do nich należały jest zajmowanych przez parki narodowe, osadnictwo, bądź poszukiwania surowców. Tereny pastwisk i tereny łowieckie kurczą się, rola mężczyzn słabnie,  przestają być głowami rodzin, od których zależy byt i bezpieczeństwo żon i dzieci.  Kobiety natomiast  zostały przy swoich rolach – rodzą dzieci, czy opiekując się domem. A dziś ich ranga nawet wzrosła. Mężczyźni są często sfrustrowani nową sytuacją. Siedzą, dyskutują godzinami grając w bao i popijając piwo. Kobiety muszą teraz same zadbać nie tylko o to, o co dbały do tej pory, ale także o utrzymanie rodziny. W związku z tym zaczynają handlować, wykonywać proste usługi, przygotowują jedzenie na sprzedaż, handlują czym się da na małych straganikach. Krótko mówiąc, teraz to one  grają pierwsze skrzypce,  więc tym bardziej teraz   Afryka jest kobietą.
  • W swojej książce a także teraz podkreślała Pani wielokrotnie, że Afrykanki pomimo tego, że są niezwykle różne od siebie to posiadają wiele wspólnych cech. Zastanawiam się czy Afrykanki można porównać z Europejkami. Co mamy ze sobą wspólnego jako kobiety?
  • Wszystkie przecież jesteśmy kobietami. Zdarzyła mi się pewna zabawna historia, którą opisałam w książce. Kiedyś byłam w osadzie ludu Turkana, daleko na północy Kenii. To jest bardzo piękny region, ale i miejsce bardzo trudne do życia.. Myślę, że nikt z nas  nie przeżyłby tam  Tamtejsze kobiety noszą nieprawdopodobne naszyjniki, wspaniałe, kolorowe, bogate. Ich kolory i kształty mają  znaczenie, określają status społeczny, przynależność do rodziny i klanu. A przy tym są przepiękne.. A ja miałam wtedy na sobie takie biedne koraliki, podróżne, z jednym paciorkiem. Pewna młoda dziewczyna, jeszcze nie mężatka, nie mogła oderwać od nich oczu. Była nimi zauroczona, bo … były inne. A ja patrzyłam  na te jej cudowne, kolorowe naszyjniki, w których wyglądała   jak księżniczka. W końcu zdjęłam moje biedne niebieskie koraliki i podarowałam dziewczynie. Była taka szczęśliwa! Bo  dostała coś, czego  nie miała żadna inna kobieta w okolicy. Jak dobrze znamy ten stan! To takie kobiece! Mieć coś, czego inne nie mają. Drobiazg, ale jakże znamienny. Kiedy spotykałam się z Afrykankami nie zawsze mogłyśmy porozmawiać.  Czasami był to po prostu wspólnie spędzony czas, wspólne przeżycie. I często miałam wrażenie, że na dnie, gdy chodzi o sprawy najważniejsze wszystkie jesteśmy takie same. W ogóle my, jako ludzie, jesteśmy podobni, Te same rzeczy są dla nas istotne. Na pozór Afryka to inna planeta, ale jak się okazuje te same rzeczy nas przerażają, o te same rzeczy się troszczymy, jak choćby o najbliższych, o przyjaźń, o dzieci oczywiście. A jednocześnie często czułam, jak wiele mogę się od Afrykanek nauczyć
  • Czego zatem my Europejki możemy się nauczyć od Afrykanek?

 

  • Ja dużo tych lekcji przyjęłam w trakcie moich afrykańskich podróży. Na pewno możemy się nauczyć pokory i cierpliwości. Nie tylko od kobiet, ale może od nich szczególnie. Pokora wobec losu – nam Europejczykom wydaje się że wszystko mamy pod kontrolą i że możemy wszystko, trzeba tylko bardzo  chcieć… Tymczasem Afrykanie żyją w o wiele trudniejszych warunkach, gdzie przyroda jest wszechpotężna i potrafi zrujnować życie w sekundę, ale także sprawia że  codzienność wymaga wiele starania i  mozołu. I być może dlatego mają zupełnie inne podejście do życia. Nie próbują walczyć nieustannie z przeciwnościami losu, próbują się z losem ułożyć, dostosować do sytuacji. My  z kolei, ponieważ jesteśmy nastawieni na sukces, walczymy z losem tak zaciekle, że czasem nawet nie widzimy, że walczymy z nieuniknionym. I często przegrywamy, jesteśmy sfrustrowani i zawiedzeni. Warto więc wziąć od Afrykanów trochę ich pokory i nauczyć się, że czasem nie należy walczyć, tylko się dostosować do losu, do okoliczności. I to właśnie będzie zwycięstwem.

Druga ważna lekcja, to lekcja cierpliwości.  Ja nigdy nią nie grzeszyłam, a Afryka mnie cierpliwości nauczyła. Oto  typowa scena z podróży. Wyobraźmy sobie matatu, który jest popularnym w Afryce środkiem transportu, coś w rodzaju mini-busa. Afrykanie przychodzą, zajmują miejsca, siadają spokojnie w środku. Przychodzi biały i natychmiast zaczyna biegać dookoła tego matatu, pytać wszystkich, o której on odjeżdża. To bieganie oczywiście niczego to nie zmienia, a odpowiedź jest prosta: Odjedzie, kiedy się ludzie zbiorą. W związku z tym nie ma co się szarpać, nie ma co biegać i tracić energii. Trzeba spokojnie usiąść i  cierpliwie poczekać. Ale dla nas, uczonych zaradności i brania spraw we własne ręce, jest to często bardzo trudne. Kolejna ważna lekcja –  Afryka uczy solidarności. Bo  jest zbyt potężna dla pojedynczego człowieka. Jeśli nie ma przy tobie przyjaciół, rodziny, klanu – nie przetrwasz. My w Europie jesteśmy wychowywani na indywidualistów. Ważny jest nasz rozwój osobisty, ścieżka kariery, nasze potrzeby. Podkreślamy nieustannie  swoją odrębność. Tymczasem w Afryce ludzie od dziecka są wychowywani w kulturze bycia razem i dzielenia się. To im daje ogromne poczucie bezpieczeństwa. Zachowują  tradycje, są uczeni zwyczajów, nakazów i zakazów. To w jakimś sensie oczywiście ogranicza, ponieważ trzeba się stosować do wielu  reguł. Ale  któż z nas nie musi. Tyle że w Europie te reguły są inne… Niektórzy przyjeżdżając do Afryki uważają, że to wspólne życie, dzielenie się wszystkim, silne uczestniczenie w życiu krewnych i przyjaciół to objaw zacofania.  A  to jest po prostu gwarancja przetrwania w tamtych, trudnych warunkach. Jeżeli nie masz oparcia, jeżeli nie masz za sobą klanu, plemienia, rodziny to nie dasz rady.  Największą karą za złamanie reguł czy naruszenie tabu jest wykluczenie,  na przykład  opuszczenie wioski. Nie ma większej kary dla Afrykanina jak ta, że musi odejść z plemienia. Z tym wiąże się kolejna rzecz, której się w Afryce nauczyłam. Kobiety są nieprawdopodobnie solidarne. Widać to w szczególności w rodzinach, w których obowiązuje wielożeństwo. Nie z powodu islamu, ale  dlatego, że życie jest  trudne i kobieta w pojedynkę nie dałaby sobie rady. Więc jest ich kilka w rodzinie jednego mężczyzny. Żony nie tylko sobie pomagają, ale  potrafią się wszystkim dzielić. Czasami nawet obdarowują się dziećmi… Jeśli okaże się, że kobieta nie może mieć dzieci, zgodnie z tradycją wielu ludów, mąż ma prawo odesłać bezpłodną kobietę do rodziców.  Plemię  Turkana postępuje inaczej.  Inne żony tego samego mężczyzny oddają jej swoje dzieci. Nie tylko na wychowanie. Ta kobieta staje się ich matką. Spadają na nią  związane z tym obowiązki, ale także wszelkie przywileje. Czego przykładem jest posag za córkę. Należy  do niej, a nie do matki biologicznej. Czy to nie piękny przykład najwyższej kobiecej solidarności?

Ale  jest  jeszcze jedna ważna rzecz,  o której Afryka mi przypomina za każdym razem, gdy tam jestem. To umiejętność bycia tu i teraz, przeżywania chwili. W Europie uczymy się  teraz na warsztatach uważności. Tam uczy tego każde spotkanie z kobietą czy mężczyzną.  Gdy ludzie ze sobą rozmawiają, uczestniczą w tej rozmowie całymi sobą. Gdy razem tańczą, tańczą ich ciała i dusze. To daje poczucie nieprawdopodobnej radości i wspólnoty. Człowiek przypomina sobie  odczucia i wrażenia, jakie miało się w dzieciństwie. Coś, co my gubimy  w codziennym pędzie. Bardzo często myślimy o tym, co będzie za miesiąc albo analizujemy przeszłość, by wyciągnąć wnioski. A chwila, dziś, gdzieś nam umyka. A tam nie. Jeżeli jest powód do radości, to  cieszymy się, bo życie jest trudne i każda dobra chwila, każdy dobry dzień jest powodem do tego, aby się cieszyć i dzielić się tym z kimś innym Radością należy się dzielić. Wtedy jest jej więcej. Takie proste i piękne.

  • Piękne, naprawdę piękne. Domyślam się, że takich historii jak te, było bardzo dużo. Chciałabym jednak teraz zapytać o najbardziej zaskakującą historię związaną z Afryką.
  • Rzeczywiście było ich dużo. Powiem o dwóch rzeczach. Najpierw o tym, co mnie urzekło. To się zdarzyło ostatniej zimy, kiedy pisałam rozdziały o kulturze Suahili i byłam na Zanzibarze.. Mam tam zaprzyjaźnionych rybaków w wiosce. Jeden z nich ma 84 lata i już 30 wnucząt. Jego syn spodziewał się wówczas narodzin kolejnego dziecka. Codziennie się spotykaliśmy z dziadkiem Feruzim, aż któregoś dnia on przyszedł i powiedział: „Wiesz tej nocy urodziło się dziecko”. Nie wyglądał jednak na szczęśliwego. To ja byłam podekscytowana. I  zapytałam,  czy to chłopiec. Potwierdził. Powiedziałam mu, że na pewno bardzo cieszy się. A on spojrzał na mnie i powiedział: „ Wolałbym dziewczynkę, dałbym jej twoje imię.”
  • To jest prawdziwa historia, ilekroć ją sobie przypomnę, to łzy mi się kręcą. To niezwykły człowiek. Pływa ciągle na ryby, mimo swoich 84 lat. I uparcie uczy mnie języka  suahili, ze szczególnym upodobaniem do ważnych  słów, takich jak:  maszt, sieć czy wiosło (śmiech).

To jest jedna historia, a druga jest związana z kobietami. Mam bransoletkę, którą noszę bez przerwy od lat, o tę najprostszą (Pani Beata wskazała na prostą, srebrną bransoletkę).   Przyjechaliśmy do obozowiska  Turkana w czasie wielkiej  suszy, deszcz nie padał tam wówczas od 2 lat. Padały zwierzęta, ludzie zaczynali umierać z głodu. Kiedy tam przyjechaliśmy zauważyliśmy ognisko, przy którym siedziały kobiety wraz z dziećmi. Piekły malutką kózkę wraz z sierścią. Było to ostatnie zwierzę, które padło. Ostatnia rzecz nadająca się do zjedzenia.   A nasz samochód pełen był  jedzenia, bo jechaliśmy na długą wyprawę. Powiedzieliśmy naszemu tłumaczowi, chłopakowi Turkana, że  chętnie się podzielimy. On odparł, że nie może zaproponować kobietom takiego datku, bo one poczułyby się urażone. Nie są  przecież żebraczkami. Dodał jednak, że może je zapytać czy nie mogą wymienić tego jedzenia na coś, co mają. Wówczas każda z nich zdjęła z siebie własną biżuterię: naszyjnik bądź bransoletę. My przynieśliśmy  jedzenie: mąkę, cukier, herbatę czyli to, co zwykle Turkana kupują w oazach, gdy mają pieniądze za sprzedaż kóz czy bydła. Kiedy zaczęliśmy zbierać się do odjazdu, najstarsza Turkanka zdjęła jeszcze jedną bransoletę i założyła mi na rękę. Taki królewski, pełen godności gest.

  • To są historie, które bardzo poruszają.
  • Tak, to prawda. A tej bransolety nigdy nie zdjęłam. Tym bardziej, że ta kobietą była uzdrowicielką. Pomyślałam, że to będzie rzecz, z którą nigdy się nie rozstanę, choć na lotnisku sprawia mi trochę kłopotu, bo wszystkie bramki wariują (śmiech). Ale to jest mój talizman.
  • Z którą historią, bądź afrykańskim plemieniem najbardziej się Pani identyfikuje, która z nich najbardziej Panią przyciąga?
  • Myślę, że Turkana. Okolice jeziora Turkana i ludzie tam żyjący są przepiękni. Smukli, niezwykle dumni, wielcy wojownicy. Uważani w okolicy za najodważniejszych . Do tej pory z resztą toczą się tam wojny o krowy między sąsiednimi plemionami. Jest w Turkana  coś  niezwykłego. Właśnie ta duma i godność z jednej strony, a z drugiej strony poczucie niezależności i jednocześnie tolerancja. Czego przykładem jest i to, że są oni jedynym plemieniem w okolicy, które nie stosuje obrzezania i wręcz brzydzi się nim. Uważają obrzezanie dziewcząt i chłopców  za barbarzyństwo.. Mimo, że ich sąsiedzi Somalijczycy, Masajowie stosują obrzezanie. A Turkana nie. Oni także jako jedyni pasterze jadają ryby. Ryby dla ludów pasterskich są tabu, uważane są za nieczyste i nikt ich nie jada. A niezależni w swoich sądach Turkana – tak.  Są  niezwykli pod każdym względem. Mają bardzo ciekawe  zwyczaje,  również kobiece. Napisałam o tym w rozdziale „Turkana. Podróż do pra początków.”
  • Na sam koniec chciałabym się zapytać, czego mogłabym Pani życzyć? Jakie jest Pani kolejne, wielkie marzenie?
  • Kolejnego powrotu do Afryki, tak często jak tylko będzie to możliwe.
  • W takim razie życzę pół Polski i pół Afryki w Pani życiu. Bardzo dziękuję za rozmowę.
  • Ja również bardzo dziękuję.

„Afryka jest kobietą” to podróż do korzeni ludzkich serc i umysłów. To opowieść o spotkaniach, tradycjach i wspólnocie plemion afrykańskich. Jak się jednak okazuje nie tylko afrykańskich, bo choć zewnętrznie odmienni, okazujemy się być bardziej podobni i bliscy sobie niż początkowo moglibyśmy przypuszczać. Afryka i Europa, choć na pozór tak różne i odległe od siebie współdzielą  te same troski, marzenia i radości.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułBeata Pawlikowska – kreatorka własnej rzeczywistości.
Następny artykułPsychiatra, psycholog, czy psychoterapeuta?
Coach, trenerka, psycholog. Specjalizuję się we wspieraniu rozwoju osobowości oraz psychologii szczęścia. Od kilku lat poznaję najskuteczniejsze techniki z różnych obszarów psychologii, takich jak psychoterapia, mindfulness, relaksacja, interwencja kryzysowa czy psychologia zorientowana na proces, umożliwiające integralny rozwój człowieka, oparty na samorealizacji i zadowoleniu w każdym jego istotnym aspekcie. Głęboko wierzę, iż życie jest drogą a szczęście naturalnym stanem, który może osiągnąć każdy z nas.