Mamy XXI wiek i jak nigdy wcześniej powtarzamy: świat zwariował. Oczywiście w gruncie rzeczy wcale nie uważamy samych siebie za szaleńców, ale coraz częściej przypisujemy te cechy innym, czy więc choroba psychiczna tak naprawdę jest znakiem naszych czasów?  Szalony był Dionizos i Herkules. Neron spalił Rzym w poszukiwaniu natchnienia (choć w tym przypadku wielu mogłoby polemizować). Obłęd dotknął Ofelię, Narcyz pokochał swoje odbicie, a Ken Kesey[i] stworzył postacie Wodza Bromden’a i McMurphy’ego. W XIX wieku zwiedzanie ośrodków dla osób chorych psychicznie stanowiło społeczną rozrywkę, ciesząca się ogromną popularnością i niekiedy przynoszącą duże zyski materialne. Choroba psychiczna funkcjonuje w naszej świadomości od dawna, niezmiennie pozostając inspiracją do poszerzania zaplecza literatury i kinematografii.  Pytanie, jaki obraz osoby chorej psychicznie znajdziemy we współczesnej kulturze polskiej? [Sylwia Michałowska, listopad 2006]

Z zapartym tchem oglądaliśmy zaburzenia dysocjacyjne w Psychozie Hitchcock’a i zgłębialiśmy meandry psychopatycznego umysłu w Milczeniu Owiec. Pokochaliśmy autystycznego Foresta Gump’a, a Piękny Umysł pokazał nam schizofrenię.  Nie można zaprzeczyć, że każde z tych dzieł dało nam wyjątkową szansę by móc nieco lepiej zrozumieć czym są poszczególne zaburzenia, jednak faktem jest także, że cały dorobek współcześnie funkcjonującej kultury staje się coraz częściej źródłem krzywdzących stereotypów, a w konsekwencji może prowadzić do zniekształcenia prawdziwego obrazu choroby psychicznej, a nawet do stygmatyzacji osób dotkniętych tymi chorobami.

Co pokazują nam filmy i książki, w których pojawia się motyw choroby psychicznej? Przede wszystkim na pierwszy plan wysuwa się kreacja chorego psychicznie, jako groźnego i nieprzewidywalnego przestępcy. Kogoś, kto stanowi dla nas zagrożenie. W sferze tej dominuje obraz psychopatycznego mordercy któremu, co ciekawe, terapia (o ile dane dzieło w ogóle poruszy tę kwestię) wcale nie przynosi oczekiwanej poprawy. Zupełnie niezrozumiałym jest także obraz osób prowadzących terapie. Brak tu wyraźnego rozróżnienia pomiędzy psychologiem, psychoterapeutą oraz psychiatrią. Terapeuci zazwyczaj ukazywani są także według określonego schematu- w dużym gabinecie z kozetką, na której leży pacjent, próbując dotrzeć do wypartych treści z okresu dzieciństwa (w kulturze współczesnej ukazujemy głównie terapie przez pryzmat psychoanalizy[ii], zazwyczaj pojawiają się także nawiązania do Freud’a i podstawowych mechanizmów obronnych). Taki schemat prezentowania choroby psychicznej prowadzi do utrwalenia się stereotypu chorego, jako tego, który powinien budzić w nas niepewność oraz dystans, ponieważ skoro stanowi zagrożenie, rozsądniej będzie nie nawiązywać z nim relacji.  W odniesieniu do wizerunku terapeuty, jaki znajdujemy w kulturze masowej, to jest on najpewniej źródłem społecznego problemu w odróżnianiu roli, jaką pełnią poszczególni specjaliści, co rodzi nad wyraz często przekonanie, że psycholog, psychiatra i psychoterapeuta zajmują się właściwie tym samym. Jest to przekonanie oczywiście błędne.  Stereotypowy wizerunek pacjenta leżącego na kozetce jest podobnie daleki od rzeczywistości, w której psychoterapia może odbywać się w oparciu o rozmaite nurty a sposób pracy jest w dużej mierze zależny od problemu, z jakim zmaga się pacjent oraz od orientacji teoretycznej wyznawanej przez terapeutę. Pacjent lezący na kozetce jest więc wielkim uproszczeniem rzeczywistego procesu terapeutycznego.

Wyjątkowo krzywdzący i daleki od prawdy jest również taki obraz człowieka cierpiącego na chorobę psychiczną, w którym cała oś jego jestestwa skupiona jest wokół choroby. Pokazywanie osób chorych zazwyczaj oparte jest wyłącznie na samym doświadczeniu choroby, ponieważ autorzy kreujący ów postacie nie przypisują im innych specyficznych cech, czy zainteresowań. W większości przypadku widzimy też chorych psychicznie zupełnie wyizolowanych z przestrzeni interakcji społecznych. Nawet jeśli nie są oni przedstawiani jako osoby przebywające w ośrodkach zamkniętych, to i tak zazwyczaj nie mają przyjaciół, lub ich relacje są istotnie ograniczone do rodziny lub kilku bliskich osób. Niestety obrazy te prowadzą do utrwalania się przekonań, wedle których osoby chorujące psychicznie nie przeszły procesu socjalizacji, co pozwala nam zakładać, że nie mogliby być wartościowymi członkami grupy społecznej.  Może być to również wynikiem faktu, że choroba psychiczna w kulturze często prezentowana była w kontekście działań agresywnych oraz autodestrukcyjnych, co w sposób naturalny wyklucza nas ze środowiska społecznego, bo stanowi naruszenie jego podstawowych zasad.

We współczesnej polskiej kulturze, to psychiczni głosują na tych polityków, których nie lubimy. Niedorozwinięci  są u nas uczniowie, którzy dostają słabe stopnie, a większość kobiet to wariatki.  Przede wszystkim nieprawidłowo używamy języka. Zniekształcamy pojęcia, odbierając im pierwotne, właściwe znaczenie. Niewątpliwie, język budzi uprzedzenia. Mówimy- odbiło mu, jest stuknięty. Niejeden sąsiad to wariat, albo ma żółte papiery. Regularnie łapiemy doły, lub deprechy i czasem zdarzy nam się jakaś schiza. Często dzieje się również tak, że zupełnie niesłusznie, przypisujemy chorym psychicznie deficyty intelektualne, nazywając chorych m.in. przygłupami, czy idiotami.

Dlaczego to, co prezentuje nam współczesna kultura (także kultura języka) jest  tak ważne? W realnym życiu tylko niewielka część z nas miała szansę doświadczyć kontaktu z osobą, która zmaga się z chorobą psychiczną. Większość informacji na temat funkcjonowania chorych pochodzi właśnie z przekazów masowych. Być może dlatego nasza świadomość jest wciąż tak niewielka i często zniekształcona. Centrum Badania Opinii Społecznej (CBOS) regularnie podejmuje próbę zgłębienia tej tematyki. Wnioski są jasne. Filmy są podstawowym źródłem, z którego czerpiemy informacje odnośnie chorób psychicznych, a informacje te są bardzo niekompletne, sprzeczne lub po prostu nieprawdziwe.  To co możemy zrobić dla poprawy obecnej sytuacji to przede wszystkim zwiększanie społecznej świadomości i walka z krzywdzącymi stereotypami, a także włącznie osób cierpiących na choroby psychiczne do społecznej dyskusji nad zjawiskiem. Być może powinniśmy podjąć wszelkich starań, by osoby zmagające się z chorobami psychicznymi przestały być postrzegane przez pryzmat prezentowanych masowo zniekształceń, potocznie używanych sformułowań i żartów, które choć wydają się zupełnie niegroźne, to często prowadzą do stygmatyzacji i społecznej izolacji chorych.

[i] Autor powieści „Lot nad kukułczym gniazdem” (1962), w której opisane są perypetie pacjentów szpitala psychiatrycznego.

[ii]  Jest metodą leczenia w psychoterapii oraz drogą do poznania człowieka. Została zapoczątkowana przez Zygmunta Freud’a na przełomie XIX i XX wieku. Wśród jej głównych założeń jest dążenie do odkrywania nieuświadomionych pragnień i popędów oraz wewnętrznych konfliktów człowieka.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNie bój się terapii! Rozmowa z psychoterapeutą
Następny artykułDziecko u psychologa
Absolwentka psychologii na Uniwersytecie Szczecińskim. Na co dzień pracuje z dziećmi i ich rodzicami. Współpracuje także z Fundacją W Związku z Rakiem, pełniąc dyżury psychologa w telefonie zaufania. Podczas dotychczasowych szkoleń i warsztatów zdobyła wiedzę z zakresu seksualności młodzieży w wieku szkolnym, doświadczania świata w autyzmie, bajkoterapii, pracy z ofiarą przemocy w rodzinie, przeciwdziałania przemocy wobec dzieci, wspomagania rozwoju dziecka z trudnościami w komunikowaniu się (jąkanie, afazja, mutyzm wybiórczy, chorobliwa nieśmiałość). Interesuje się psychologią bliskich związków, psychologią oraz psychopatologia dzieci i młodzieży a także psychoonkologią i rozwojem osobistym. Wierzy, że jeśli człowiek urodzi się bez skrzydeł, to musi zrobić wszystko by pozwolić im wyrosnąć.