„Sąd ograniczył matce władzę rodzicielską na wniosek ojca, który nie chce jednak przejąć opieki nad dziećmi. Chce natomiast utrzymywać kontakt z potomstwem, w czym żona mu przeszkadza, nie doprowadzając dzieci na widzenia. Po wielu miesiącach i rozprawach sąd ustala widzenia w sposób dogodny dla ojca. Ten w tym momencie- osiągnąwszy o co walczył- widzeniami nie jest już zainteresowany. Nie składa natomiast stosownego wniosku, a unika własnych dzieci w dniach, w których spotkania mają się odbywać”.

Z roku na rok rośnie liczba rozwodów. Według danych GUS w 2013 roku osiągnęła ona poziom 66 tysięcy par, a stosunek rozpadu małżeństw do małżeństw świeżo zawieranych wyniósł ponad 36%.  Największa grupa osób decydujących się na rozwód, to pary bezdzietne, najrzadziej rozchodzą się pary z liczniejszym potomstwem. W większości przypadków opieka nad dzieckiem powierzana jest matce, najrzadziej ojcu. W miastach odsetek rozwodów jest 2 razy większy niż na wsiach.

A jaki powód rozwodu?

Z jednej strony zmiana obyczajowości powoduje, iż para niejednokrotnie już przed zawarciem związku małżeńskiego mieszka razem, poznając swoje funkcjonowanie na co dzień, a więc mając możliwość sprawdzenia się przed staniem się małżeństwem w świetle prawa. Wydawałoby się, że to poprawi, a nie pogorszy, sytuację. Z drugiej, najczęściej podawaną przyczyną rozwodu jest niezgodność charakterów. Jeszcze 1-2 pokolenia wstecz „i że Cię nie opuszczę aż do śmierci” stanowiło przysięgę, której dotrzymanie było punktem honoru. Teraz pobierająca się para, mimo wypowiadania tych samych słów, często w głowie ma już plan awaryjny- „jak się nie ułoży, to zawsze można się rozwieść”. I tak też się dzieje. Gdy para wyjdzie już z okresu miesiąca miodowego, albo gdy życie postawi przed nią wyzwania wymagające zwarcia sił, ludzie często zamiast walczyć- rezygnują. Świadczy to o małej dojrzałości i zdarza się, że decyzja taka podejmowana jest zbyt szybko, pochopnie, bez rozważenia innych ewentualności. Coraz częściej podejmują ją małżonkowie z krótkim stażem. Mały kłopot, gdy decyzja ta pociąga konsekwencje tylko dla dwójki dorosłych- ot, każde idzie swoją drogą.

Co gdy jest też dziecko?

Bywają małżeństwa, które odwlekają decyzję o rozstaniu do czasu wychowania dziecka do okresu, gdy nie wymaga ono bezpośredniej opieki na co dzień. Dojrzali ludzie potrafią ułożyć swoje relacje tak, by nie zrobić krzywdy dzieciom, nawet jeśli więź między małżonkami to tylko formalność.

Zdarzają się takie pary, które pod płaszczykiem ‘dobra dziecka’ pozostają ze online casino sobą, tocząc boje na co dzień i o wszystko. Przekonani, iż dziecko powinno się wychowywać w rodzinie pełnej, z mamą i tatą,  nie przyjmują do wiadomości, że jakość rodziny jest dla dobra dziecka ważniejsza, niż jej formuła.    Są i tacy, którzy decydują się na rozwód i w deklaracji głębokiej miłości wymieniają się opieką nad dzieckiem, każde zajmuje się nim gdy ma czas, w wyniku czego kilkuletnie dziecko nie ma stałego miejsca pobytu. Dziś jest u mamy, ale za chwilę może być już u taty. Dziś było w przedszkolu, ale jutro niekoniecznie tam dotrze. Życie na walizkach. Rodzice nie widzą nic niewłaściwego w takiej sytuacji, przecież opiekują się dzieckiem z całych sił. A ono lubi być tu i tu. Zdaniem dorosłych.

Dzieci coraz częściej  padają ofiarą rozwodów. Padają ofiarą, gdyż znajdując się między rodzicami, nie mogącymi się porozumieć w najprostszych kwestiach, to one cierpią najdotkliwiej. To ich poczucie bezpieczeństwa, przynależności i miłości wystawione są na próbę. To ich rozwój  narażany jest na zaburzenie, to one tkwią z największej nierównowadze.  Dziecko staje się nagle kartą przetargową, a rodzice niedojrzale grają w gry rozwodowe usiłując różnymi sposobami przeciągnąć potomka na swoją stronę.

Czy ci dorośli są poważni?

Sam fakt bycia rodzicem narzuca na dorosłego człowieka- przynajmniej w ujęciu prawnym – pewną odpowiedzialność i dojrzałość. Jak wielu z rodziców nie dojrzało do tej roli, roli odpowiedzialności za małego człowieka, którego sprowadzili na ten świat. W rękach rodzica, niezależnie od powodów decyzji o zakończeniu związku małżeńskiego, i niezależnie od koktajlu emocji, jakie ta sytuacja- niełatwa przecież- w nim budzi, leży zapewnienie dziecku przetrwanie tego czasu w jak najłagodniejszej formie. To rodzic ma być buforem, który ochroni dziecko przed całą szkodliwością rozwodu, zapewni jak największe bezpieczeństwo, zadba o jak najmniejsze straty, poza tymi, które dziecko ponieść będzie musiało. Już sam fakt tego, iż wszystko co dla dziecka znane, nagle rozpada się w drobny mak, jest wystarczającym wyzwaniem. Jeśli już więc musi tak być, bądźmy dojrzałymi na tyle, by na tej stracie się skończyło. Swoje niezałatwione sprawy ze współmałżonkiem rozwiązujmy zaś samodzielnie, bez angażowania w nie dziecka, gdyż ono ani nie pomoże, ani nie naprawi tego co nie działa. Dojrzale zatroszczmy się, by ‘dobro dziecka’ w sytuacji rozwodowej było tym, co najważniejsze i tym co ponad wszystko.