W naszym cyklu rozmów z wybitnymi psychologami i psychoterapeutami o ich pracy terapeutycznej zapraszamy do lektury wywiadu z Wojciechem Eichelbergerem.

Wojciech Eichelberger – psycholog, psychoterapeuta i trener, autor wielu książek, współtwórca i dyrektor warszawskiego Instytutu Psychoimmunologii (www.ipsi.pl)

Paweł Górniak: Chciałbym zacząć od pytania troszkę przewrotnie, z perspektywy niedowiarka i sceptyka. Jak to jest, siadają dwie osoby w gabinecie i rozmawiają, a bywa, że tylko milczą przez godzinę. Mało tego, umawiają się, że będą się tak spotykać przez określony czas. I jednej z nich w efekcie robi się lepiej. Gdzie tu jest klucz?

Wojciech Eichelberger: Przychylna, rozumiejąca, cierpliwa i uważna obecność drugiego człowieka sama w sobie może być lekarstwem dla wielu ludzi, którzy nigdy przedtem nie byli w takim kontakcie. Wyobrażam sobie terapię, która polegałaby niemal wyłącznie na milczeniu. Pod warunkiem, że terapeuta pielęgnowałby wewnętrzną postawę otwartości, akceptacji i braku oczekiwań wobec pacjenta.

A może wystarczy po prostu pogadać z przyjacielem?

A jaki przyjaciel by coś takiego wytrzymał? Przyjaciel ma inne oczekiwania i inne emocje. W bliskiej relacji, która już ma jakąś historię to bardzo trudne zachować się tak jak potrafi zachować się terapeuta.

Co jest leczące w terapii? Bo podejścia do terapii są różne. Jeden terapeuta będzie bardziej widział objaw, drugi, relacje rodzinne, trzeci nieprzepracowane konflikty itd. A finał zawsze w praktyce wygląda podobnie, że jest to intymne spotkanie dwóch osób.

I to jest właśnie najbardziej leczące. Wiarygodne badania na temat efektywności różnych szkół terapeutycznych dowiodły, że efektywność terapii nie zależy od podejścia teoretycznego, ale od klasy i osobowości terapeuty. Czyli innymi słowy, od rodzaju relacji, który terapeuta proponuje i realizuje w kontakcie z pacjentem.

Czy to nie jest tak, że w cywilizacji, którą sami stworzyliśmy jest coraz mniej miejsca właśnie na tą cierpliwą, uważną obecność, na bycie z drugim człowiekiem?

Nie ulega kwestii, że nasza cywilizacja coraz słabiej odpowiada na nasze istotne potrzeby. I jedną z takich potrzeb, której ta cywilizacja nie uwzględnia, jest właśnie potrzeba rozumiejącego kontaktu z drugą osobą, która najlepiej jeszcze aby miała pozycje autorytetu. Na to brakuje w tej chwili nie tylko czasu, lecz także społecznej struktury/instytucji oraz obyczaju.

Z jednej strony to smutne, ale z drugiej optymistyczne, że sami sobie w odpowiedzi na ten brak, stworzyliśmy instytucję terapeuty.

No więc właśnie. To ludzie wymyślili psychoterapię i okazało się, że jest ona skuteczna. Ale terapia nie służy tylko do tego, żeby naprawiać traumy i odpowiadać na ludzkie potrzeby związane z kontaktem wysokiej jakości. To przede wszystkim narzędzie samopoznania. A wzrastające zainteresowanie ludzi samopoznaniem to dobry znak naszych czasów. Psychoterapia będzie się więc miała coraz lepiej przez wiele lat.

Na ile terapia to moda, a na ile potrzeba? Ostatnio słyszałem rozmowę dwóch dziesięciolatek, które licytowały się, która z nich ma lepszego psychologa. Mam trochę wrażenie, że i dorośli przestają się terapii wstydzić.

To chyba ciągle należy do rzadkości, ale dobrze, że się pojawia. Dla większości Polaków mieszkających w Polsce, pójście do psychoterapeuty niestety jest stygmatyzujące. Jest przyznaniem się do słabości.

A czy posiadanie terapeuty nie staje się dla nas narcystyczne?

Może w niektórych kręgach, głównie wielkomiejskich. Bo oczywiście psychoterapia – jak niemal wszystko -może stać się modą zaspakajającą  narcystyczne potrzeby. Tak jak u tych dziesięciolatek to było widać.

Czy sądzi Pan, że zmierzamy do stanu, gdy każdy będzie miał swojego terapeutę?

Nie byłoby w tym nic złego, choć nie sądzę, żeby było to technicznie możliwe. Psychoterapia, która ma leczyć poprzez relację z terapeutą, musi mieć charakter indywidualny, więc nie wystarczy psychoterapeutów, żeby obsłużyć nas wszystkich. Ale niewątpliwie, każdemu psychoterapia przydałaby się, bo dałaby uporządkowaną, świadomą wiedzę na temat własnego życia, uwarunkowań, obciążeń, słabych i mocnych stron. To pomaga w życiu i w tym, żeby nie przerzucać własnych, niezałatwionych spraw na następne pokolenia. I myślę, że gdyby tak się działo, świat byłby lepszym miejscem.

Bo, jakby nie patrzeć, osoby idące do psychoterapeuty wybierają bardzo konstruktywne rozwiązanie.

Tak, Bardzo konstruktywne i bardzo trudne. Psychoterapia to jest proces, który bywa bardzo trudny i bardzo bolesny w pewnym okresie. To wiwisekcja na poziomie mentalnym.

Od ilu lat Pan pracuje w tym zawodzie?

Już ponad czterdzieści.

Czy oczekiwania pacjentów od terapii zmieniały się w tym czasie? Czy problemy, z którymi ludzie przychodzili i przychodzą, zmieniały się?

Jeśli się zmieniały to tylko na poziomie nieistotnym, objawowym. Przyczyna jest prawie zawsze ta sama: niedostatki wsparcia, miłości, zrozumienia w okresie dzieciństwa i dorastania.

Czy ta praca po latach zwyczajnie się nie nudzi?

Nie może się znudzić. Przez te czterdzieści lat nie spotkałem dwóch takich samych osób.

A jakie są koszty uprawiania zawodu psychoterapeuty?

Jest więcej zysków niż kosztów. Uprawianie psychoterapii zmusza samego terapeutę do ciągłego poznawania siebie, do nieustannej refleksji nad sobą i własnym życiem oraz relacjami z ludźmi w życiu prywatnym. To jest ogromna korzyść. Natomiast jeśli chodzi o skutki negatywne to terapeuta może się przepracować a nawet wypalić gdy prowadzi zbyt wiele procesów terapeutycznych jednocześnie. Inne niebezpieczeństwo to poczucie wielkościowe, wszechmocy, omnipotencji, które może się pojawić gdy terapeuta działa samotnie, nie ma oparcia w zespole ani superwizji.

A za co pan lubi tą pracę?

Ta praca jest zawsze ciekawa, zawsze nowa. Każdy człowiek w terapii to jakby czytanie nowej, niepowtarzalnej powieści. Wielkim wyzwaniem jest głębokie zrozumienie postaw, przekonań i emocji bohatera. Dodatkową premią – jak już powiedziałem- jest poznawanie siebie i pomaganie samemu sobie. Niemalże w każdym pacjencie możemy odnaleźć część siebie.

Jak doświadczenie zmienia pracę w tym zawodzie. Jak patrzył Pan na pacjenta na początku swojej pracy zawodowej, a jak teraz?

Doświadczenie ułatwia tą pracę. Pozwala szybciej zobaczyć to, co jest istotne. Jest podłożem intuicji. Bo szybkość i wielość skojarzeń jest wprost proporcjonalna do ilości naszych wcześniejszych doświadczeń. Więc im więcej doświadczenia tym łatwiej się w tym poruszać, jest się bardziej efektywnym i płaci się mniejsze koszty.

A nie jest też tak, że ma się mniejsze oczekiwania?

Bardziej realistyczne. Uczymy się, że terapia jest trudnym procesem, który niekoniecznie przynosi natychmiastowe rezultaty. Z własnej terapii sprzed 30 lat do dzisiaj przetrawiam różne wątki. Odkrywają się nowe warstwy i nowe kierunki w analizowaniu tego doświadczenia. Tak więc w miarę nabywania doświadczenia terapeuta rozstaje się z wyobrażeniem możliwości spowodowania w życiu pacjenta radykalnej i trwałej przemiany. Terapia to raczej uruchamianie procesu długotrwałej, stopniowej przemiany i wyposażanie człowieka w narzędzia, które pozwolą mu lepiej i mądrzej zarządzać tą zmianą. To jest najważniejsze.

Do tej pory w cyklu Rozmowy o psychoterapii ukazał się także wywiad z Katarzyną Miller

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKiedy życie sprawia ból. O depresji dzieci i młodzieży
Psycholog i psychoterapeuta. Twórca i szef portalu magazyntuiteraz.pl. Popularyzator wiedzy psychologicznej. Swoimi działaniami stara się walczyć z negatywnym stereotypem osób korzystających z pomocy psychiatrycznej i psychoterapeutycznej. W magazynie pisze o psychoedukacji oraz aktualnych wydarzeniach społeczno-politycznych dotyczących opieki psychologiczno-psychiatrycznej w Polsce. Optymista. Pasjonat świata i ludzi. Miłośnik biegania, jogi i jazdy na rowerze. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Prowadzi indywidualną praktykę psychologiczno-psychoterapeutyczną w Jaśle www.gorniakpawel.pl