Nowy Rok rozpoczynamy cyklem interpretacji mitów greckich. Na dobry początek znany mit o Narcyzie. Tekst Anna Pawluk [Nr 6,7 Styczeń, Luty 2011].

Narcyz był synem nimfy i boga rzecznego. Po jego narodzinach wieszczek oznajmił jego matce, że „Narcyz będzie żył długo pod warunkiem, że nigdy siebie nie zobaczy”. Mit mówi także wyraźnie, że Narcyz odznaczał się niezwykłą urodą, z której z resztą był dumny. Jako szesnastolatek miał już na koncie wiele złamanych serc nieszczęśników obu płci. Jedna z jego adoratorek – nimfa Echo – została za karę pozbawiona głosu, gdyż tak rozprawiała o urodzie Narcyza, że stało się to nieznośne dla otoczenia. Mit mówi, że odrzucona przez Narcyza Echo „spędziła resztę życia w samotnych wąwozach gnijąc z miłości i smutku”. Innemu swojemu adoratorowi Narcyz posłał miecz, którym to ów wielbiciel przebił się z rozpaczy. Przed śmiercią poprosił bogów, aby go pomścili. Prośbę nieszczęśnika usłyszała Artemida (bogini m.in. łowów, lasów oraz płodności) i sprawiła, że Narcyz „nie mógł zaznać spełnienia swej miłości”.

Pewnego dnia Narcyz napotkał na swej drodze „źródło czyste jak srebro”, którego nic nigdy jeszcze nie zmąciło. Zmęczony pochylił się, aby się napić i zakochał się w swoim odbiciu. Początkowo próbował objąć i pocałować chłopca, ale szybko zorientował się, że to jego własne odbicie i spędził wiele czasu, wpatrując się z zachwytem w lustro wody. „Jakże mógł znieść stan taki, w którym posiadał, a jednak posiąść nie mógł? Żal go trawił, a jednak cierpienia te sprawiały mu przyjemność; wiedział bowiem, że przynajmniej to drugie ja, cokolwiek by się wydarzyło, pozostanie mu wierne na zawsze”.

Cierpiąca Echo nie zapomniała nigdy o Narcyzie. Nawet umierając (samobójstwo) powtarzała wciąż za nim „żegnaj, młodzieńcze, na próżno ukochany!”. W miejscu, w którym jej krew wsiąkła w ziemię wyrosły biało-czerwone narcyzy, z których, jak mówi mit, przygotowywany jest balsam kojący dolegliwości ucha, rany oraz odmrożenia.

Zakorzeniło się już przekonanie, że Narcyz zakochany jest sam w sobie, że popadł w egocentryczne samouwielbienie. Źródła podają jednak wyraźnie, że Narcyz nie zakochał się w sobie. Mit mówi, że pokochał on nieznajomego młodzieńca, a dopiero później zorientował się, że to jego własne odbicie. Z uwagi na przepowiednię, jaką usłyszała jego matka, zapewne Narcyz nie wiedział, czym jest lustro. Miał nigdy sam siebie nie zobaczyć, można więc śmiało założyć, że spotkanie z własnym odbiciem było jego pierwszym kontaktem z jakimkolwiek zwierciadłem.

Powszechne jest przekonanie, że miłość narcystyczna jest miłością egoistyczną. Tymczasem mityczny Narcyz pokochał młodzieńca z lustra miłością czystą i bezinteresowną. Zauważmy, że nie rości on sobie żadnych pretensji, nie ma żalu, że obiekt jego miłości nie odwzajemnia jego uczuć. Jego miłość jest nawet niewinna. Narcyz po prostu kładzie się na trawie przy „źródle czystym jak srebro” – a więc w zasadzie dziewiczym – i wpatruje się w swojego oblubieńca. Nie jest ani zaborczy, ani napastliwy w swoich uczuciach. Szanuje fakt, że obiekt jego uczuć jest nieuchwytny i ulotny.

Winą Narcyza nie było to, że kochał sam siebie (przekonany był, że to ktoś obcy), ale to, że odrzucał rzesze zalotników, nierzadko doprowadzając ich do rozpaczy, a nawet desperackich samobójstw. Zawinił tym, że gardził zalotami i nie liczył się z cudzymi uczuciami. Jeśli związałby się z kimś ze swoich wielbicieli i wielbicielek, to prawdopodobnie żyłby długo i szczęśliwie – zgodnie z resztą z przepowiednią wieszczka. Tymczasem natknął się na doskonałość, na nieosiągalne złudzenie.

Mitologia opisuje Narcyza jako wybitnego łowcę. Dziś określilibyśmy go mianem człowieka sukcesu, wybitnego w swojej dziedzinie. I jak wielu dzisiejszych „karierowiczów”, tak też Narcyz tak wpatruje się w ulotny absolut, w ideał nie do zdobycia, że paradoksalnie traci zapał do pracy (czyli polowań). Zwyczajnie kładzie się na trawie i delektuje widokiem swojego bożyszcza. Iluż współczesnych również symbolicznie kładzie się w wygodnym fotelu luksusu i dobrobytu, i zapomina, że życie składa się z wielu drobnych codziennych prac, a nie tylko ze spektakularnych sukcesów.

Narcyz był synem nimfy wodnej i rzecznego boga. Jego ojciec uwiódł matkę oplatając ją warkoczami swoich strumieni. Był zatem silny, witalny, zapewne również porywczy (jak to rzeka). Ponieważ niedaleko pada jabłko od jabłoni, Narcyz zapewne także był wcieleniem żywiołu, a mówiąc językiem psychoanalizy – ucieleśnieniem libido (czyli życiowej siły). Libido to przede wszystkim seksualność, czyli pęd do przedłużania gatunku. Ale nie tylko. Freud uważał libido za pochodzącą z wnętrza organizmu siłę niezbędną do zaspokajania wszelkich (nie tylko seksualnych) życiowych potrzeb, za fundament wszelkiej motywacji.

Narcyz był niedojrzały. Dzieci skupione są najpierw na sobie, a dopiero z biegiem lat przenoszą swoją uwagę na innych. Także widząc swoje odbicie w lustrze traktują je jako oddzielną osobę, jak „zwierciadlanego kolegę”. Muszą trochę podrosnąć, by zorientować się, że odbicie jest autonomiczną jednostką. Podobnie Narcyz z dziecięcym egocentryzmem kocha jedynie powierzchowność, dwuwymiarowy obraz bez głębi. Gdyby przeniósł swoje zainteresowanie choć trochę na inny obiekt – czyli gdyby nieco dojrzał i przerzucił libido z „ja” na „ty”  – nie popadłby w pułapkę obsesyjnej miłości pozbawionej jakiejkolwiek głębi.

Niedojrzałość Narcyza wyraża się również w jego nieustalonej tożsamości. Raz jest pięknym łowcą, innym razem swoistym syjamskim bliźniakiem zwierciadlanego odbicia, potem kwiatem, aż wreszcie kojącym balsamem. Zgodnie z idealizmem młodzieńczym masochistycznie chwyta się jedynego niedostępnego mu obiektu. Z drugiej strony jest to wygodne wyjście, bo o ideał nie trzeba się zbytnio starać, skoro i tak jest nieosiągalny. Dojrzały związek z żywym człowiekiem wymaga bowiem wiele wysiłku. Partnerstwo jest też zdecydowanie lepszą „inwestycją” libido. Narcyz ulokował swoją życiową energię w iluzji, przez co z resztą stracił wszelką motywację do działania. Gdyby dorósł, przeznaczałby siły na budowanie relacji interpersonalnych i społecznych, i zawsze miałby jakiś cel, który utrzymywałby jego motywację na odpowiednim poziomie.

Drodzy czytelnicy, zachęcam do dzielenia się swoimi spostrzeżeniami, uwagami, interpretacjami na forum. Jeśli chcielibyście, aby kolejny artykuł dotyczył zaproponowanego przez Was mitu piszcie bezpośrednio do mnie albo na forum. Czekam z niecierpliwością na wszelkie wpisy 🙂

 Literatura:

Graves R. (1967). Mity greckie. Warszawa, PIW.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMit o Midasie
Następny artykułMit o Tartarze