Piękna pułapka – siła perfekcjonizmu

Clipboard01Wiecznie niezadowoleni ze swoich osiągnięć. Przekonani, że wciąż robią za mało i niewystarczająco dobrze. To, co osiągną wydaje im się beznadziejne i niewiele warte. Podobnie, jak oni sami. Chcą być najlepsi w każdej dziedzinie życia, wyznaczają sobie nierealne do osiągnięcia standardy. Kto taki? Perfekcjoniści.  Monika Szweda [Luty, 2014]

Portret perfekcjonisty

Z jednej strony są zmęczeni własnym zachowaniem i dążeniem do bliżej nieokreślonego ideału, z drugiej zaś nie potrafią zmienić myślenia. W kulturze nastawionej na sukces wielu z nich bezrefleksyjnie uczestniczy w wyścigu szczurów nie zdając sobie sprawy z tego, że gonią za złudzeniem. Rzadko podoba im się to, co zrobią, przez co często nie kończą rozpoczętych zadań. To zaś sprawia, że czują się ze sobą jeszcze gorzej. Sami sobie wydają się najbardziej beznadziejnymi istotami pod słońcem, gdyż inni osiągnęli więcej, zarabiają lepiej, mają grzeczniejsze dzieci, wspaniałych partnerów/partnerki, a i prowadzenie domu przychodzi im z łatwością. Nie potrafią pogodzić się z porażkami, nie dają sobie prawa do popełniania błędów. Anna Maria Jopek w jednej ze swoich piosenek śpiewała:
„Jak w kołowrotku bezwolnie się kręcę
Gubiąc wątek i dni
A jakiś bies wciąż powtarza mi: prędzej!”

Tak przez życie pędzą perfekcjoniści, odhaczając kolejne wykonane zadania, pokonane szczeble kariery, wypełnione obowiązki. Pragną być perfekcyjnymi rodzicami, pracownikami i partnerami.

Perfekcjoniści konsumują samych siebie, wszystkie życiowe siły wkładając w to, by zaprezentować światu (i samym sobie) idealne oblicze. Osoba, która wpadła w pułapkę perfekcjonizmu pragnie „sobie radzić” za wszelką cenę. Przyznanie się do tego, że coś jej nie wychodzi, że nie zawsze wszystko musi wypaść idealnie godzi w jej wartość, jako człowieka i nadgryza już i tak nadwątlone poczucie własnej wartości. Perfekcjoniści są dla siebie najsurowszymi sędziami – błądzić może każdy poza nimi. Nigdy nie są zadowoleni z tego, czego udało im się dokonać, gdyż w głowie kołacze się myśl, że daną rzecz mogli wykonać lepiej, dokładniej czy szybciej. Perfekcjonizm to skazanie samego siebie na wieczne poczucie niedosytu, to przekonanie, że zawsze znajdzie się coś, co wymaga poprawek.

Lepsze jest wrogiem dobrego

Odczuwane przez perfekcjonistę poczucie niespełnienia ma charakter totalny, gdyż ideał nie istnieje. Niemożność osiągnięcia go podsyca wewnętrzne demony perfekcjonisty, który nie potrafi pogodzić się z tym, że doskonałość jest iluzją.

Wszelkie działania osób dotkniętych manią perfekcjonizmu zawsze będą niewystarczające: jeśli spędzili 10 godzin w pracy nad ważnym projektem, będą gryźć się tym, że zostali w zakładzie pracy tylko te 10, a nie 12 godzin, jeśli przyjmując gości podejmą ich za mocno przypieczonym ciastem, to nawet jeśli cała reszta wyjdzie idealnie, oni będą martwić się właśnie tym, że nie wyjęli na czas „gościńca” z piekarnika.  To, co uda im się osiągnąć zawsze jest przez nich marginalizowane, wszak jest jeszcze tyle szczytów do zdobycia, że te już zdobyte szybko odchodzą w niepamięć. Odnoszone sukcesy nigdy nie są tak spektakularne, jak być miały, osiągnięcia nie przynoszą wymarzonej satysfakcji, a pochwały – poczucia spełnienia. Perfekcjonista rzadko wierzy w dobre słowa na swój temat sądząc, iż zna siebie najlepiej, a inni ludzie po prostu nie dostrzegają tego, że w rzeczywistości niewiele umie i równie niewiele znaczy.

Człowiek pełen lęku  

Siła perfekcjonizmu tkwi w wewnętrznym (często wyniesionym z domu) przekonaniu, że to sukcesy są wyznacznikiem naszej wartości. Perfekcjoniści mają problem z odczuwanymi emocjami, z postrzeganiem samych siebie i poczuciem własnej wartości. Codziennie pragną udowodnić światu, że coś znaczą, że radzą sobie w życiu, że są silni i pewnie siebie. Niestety, najczęściej im bardziej starają się zaprezentować innym, jako przebojowe i poukładane osoby, tym bardziej poranieni i niepewni siebie są w rzeczywistości.

Perfekcjonista postrzega siebie przez pryzmat tego wszystkiego, co udało mu się osiągnąć: jest swoimi sukcesami, awansami, gromadzonymi dyplomami, skończonymi studiami, podejmowanymi zadaniami. Określa siebie nie, jako człowieka, który jest dobry, czuły czy wrażliwy, ale jak pracownika idealnego, u którego najbardziej liczą się takie cechy jak sumienność, pracowitość, ambicja, dążenie do celu i… perfekcyjne realizowanie powierzonych zadań. Perfekcjonista doskonale pamięta, że jest rodzicem, pracownikiem, partnerem, lecz zapomina, że jest przede wszystkim człowiekiem, który jak każdy ma prawo do błędu. Mamy tu do czynienia z marginalizowaniem podmiotowości osoby na rzecz jej przedmiotowości, produktywności i efektywności.

Perfekcjoniści to często ludzie z „porządnych domów” o dobrym (bądź ponadprzeciętnym) statusie finansowym. To dzieci zabieganych rodziców, którzy swoje pociechy dostrzegali tylko wtedy, gdy te odnosiły sukcesy. Rodzice, którzy mieli wobec dziecka zbyt wygórowane oczekiwania mogli zaszczepić mu „gen perfekcjonizmu”. Każde dziecko chce być kochane, pragnie mieć poczucie, że jest dla rodziców ważne, że ci są z niego zadowoleni. Jeśli młody człowiek widzi, że rodzice najbardziej cieszą się z jego osiągnięć (kolejnej piątki, świadectwa z wyróżnieniem, wygranego konkursu, etc.), to zapamięta, co wywołuje uśmiech ważnych dla niego osób i zrobi wszystko, by je zadowolić. Jest i druga strona medalu: większość rodziców pragnie mieć ułożone i dobrze wychowane dziecko, perfekcjonistom tej grzeczności i „bezproblemowości” z pewnością nie można odmówić.

Ich pewność siebie jest niezwykle krucha, gdyż warunkuje ją szereg zewnętrznych czynników takich jak: rozwój zawodowy, ilość pieniędzy na koncie, sprawnie funkcjonujący dom, kochający partner czy „udane” dzieci. Ambicja to dla perfekcjonisty jedyny sposób bycia widzianym, potwierdzenia tego, że coś znaczy. Dzieci, które w domu rodzinnym zostały nauczone, że mają być najlepsze, że nie wolno im „się mazać”, wejdą z takim właśnie bagażem w dorosłe życie. Perfekcjoniści są przekonani, że kocha się ich nie za to, że w ogóle są, lecz za to, jacy są. Stąd też nieustanne dążenie do pokazania całemu światu, że mogą być najlepsi, że stać ich na więcej, że to, co już osiągnęli, to tylko wstęp do czegoś znacznie większego.

Takie działanie jest wyniszczające z dwóch powodów: po pierwsze wspomniany ideał nie istnieje, a granica tego, co składa się na życiowe spełnienie i poczucie szczęścia może ulec przesunięciu, po drugie zaś zwycięzca jest tylko jeden, co oznacza, że spektakularne sukcesy przytrafiają się jedynie nielicznym (wcale niekoniecznie tym najbardziej sumiennym, ambitnym i pracowitym). Perfekcjonista nie pamięta, że ma prawo odpocząć, że życie nie składa się tylko z realizowania kolejnych wyznaczonych sobie celów, że „nieróbstwo” nie neguje jego wartości, jako człowieka. Pęd ku doskonałości sprawia, że nie dopuszcza do siebie myśli, że coś może mu nie wyjść (lub wyjść inaczej niż to sobie początkowo zaplanował).

Czy ambicja jest szkodliwa?

Ambicja i chęć samorozwoju to bardzo dobre cechy. To one sprawiają, że się rozwijamy, że wyznaczamy sobie coraz to nowe cele i cierpliwie dążymy do ich osiągnięcia. Ambicja pobudza nas do działania i bycia coraz lepszym. I tak, jak chęć przekraczania samego siebie jest wartościowana pozytywnie (wspomniane bycie „coraz lepszym”), tak już chęć „bycia najlepszym” to najlepsza recepta na życiowe niespełnienie. Wprawdzie ambicja ma w sobie wiele z dążenia do doskonałości nie jest jednak nią samą. Zdrowa budzi w nas głód wiedzy i świata, zachęca do aktywności, nabywania coraz to nowych umiejętności i wyznaczania sobie kolejnych szczytów do zdobycia. Z kolei „chorobliwa ambicja” sprawia, że rozwój nie przynosi nam zadowolenia, gdyż celem staje się nie rozwój, jako taki, a nieustanna chęć bycia w ruchu, kolekcjonowania wrażeń, sukcesów i osiągnięć.

Sztuką życia jest cieszenie się małym szczęściem, w tym również małymi sukcesami. Człowiek ambitny w stopniu racjonalnym odczuwa radość nie tylko z osiągniętego celu, ale i ze wszystkiego, co go do tego doprowadziło, poza samym sukcesem istotna jest dla niego również droga do niego i wszystkie etapy, które się na niego złożyły. Osoba, której obca jest chorobliwa ambicja daje sobie czas na zrealizowanie określonych celów, perfekcjonista zaś podobny jest do maratończyka, dla którego liczy się tylko przekroczenie linii mety.

Perfekcjonizm sprawia, że osoby nim dotknięte bardzo szybko tracą chęć działania, wypalają się w swoim dążeniu do doskonałości. Są słabi, wrażliwi, emocjonalni i nieustannie boją się, że świat pozna ich prawdziwe oblicze. Pod maską przebojowości i siły skrywają wiele lęków i rozterek, a dążenie do sukcesu jest niczym innym jak prośbą: „Kochaj mnie. Doceń. Pochwal. Zauważ”. Tu wracamy do wychowania i wzorców wyniesionych z domu rodzinnego: mądry rodzic zachęca swoje dziecko do samodoskonalenia, ale nie oczekuje od niego nieustannego pasma sukcesów, jest dumny z tego, co dziecko już osiągnęło, nie zaś z tego, co dopiero przed nim. Nie boi się go chwalić, przytulić i wzbudzić w nim poczucia bezpieczeństwa, zapewnia je, że jest kochane bezwarunkowo. I wreszcie: daje swojej latorośli prawo do popełniania błędów, chwili słabości, „odpuszczenia sobie”.

Perfekcyjna Pani, Idealny Pan

Zawsze stają na wysokości zadania. Są silni, zdeterminowani, nastawieni na sukces, do którego często dążą w bezpardonowy sposób. Nie potrafią cieszyć się z małych rzeczy, nieustannie starają się przeskoczyć samych siebie. Stawiają sobie coraz to nowe wymagania, nie doceniają poczynionych postępów, gdyż te zawsze mogły być szybsze i bardziej znaczące. Przyzwyczajeni do tego, że muszą dawać sobie radę, że nie wolno im okazać słabości żyją zgodnie z tym przekonaniem. Dumni z siebie bywają jedynie przez krótką chwilę, dopóki nie dotrze do nich, że są ludzie, którzy osiągnęli więcej, którzy lepiej radzą sobie w pracy czy życiu rodzinnym. Ich życie to nieustanna emocjonalna karuzela, na której zaliczają zjazd za zjazdem. Im bardziej starają się zaprezentować innym, jako silni i pewni siebie, tym bardziej męczy ich zakładanie tej „maski”, tym bardziej dociera do nich, że osobami kruchymi, wrażliwymi i niezwykle emocjonalnymi. Często otoczenie „kupuje” ten twardy i przebojowy wizerunek dokładając perfekcjoniście zadań, bo przecież nikt inny sobie tak świetnie nie poradzi z ich realizacją. Krytyka jest dla niego końcem świata, emocjonalną katastrofą i potwierdzeniem wszystkich negatywnych opinii, które ma o sobie.

Perfekcjonista nieustannie walczy: ze sobą, z własnymi słabościami i niedoskonałościami, z innymi, którzy nie starają się nawet w połowie tak, jak on. Żyje w nieustannym stresie, bo sen z powiek jest w stanie spędzić mu dosłownie wszystko: mikroskopijna plama na bluzce, pyłek kurzu na samym szczycie szafy, do której i tak nikt nie zagląda, jeden nieumyty kubek w zlewie czy też fakt, iż wśród wielu budujących opinii znalazła się jedna krytyczna. Ta nieustanna walka, ciągłe ściganie się ze światem (któremu do perfekcji daleko) poprawianie wszystkiego i wszystkich obija się na zdrowiu fizycznym i psychicznym perfekcjonisty. Rzadko jest on w stanie stworzyć z kimkolwiek zdrową relację, bowiem albo jest zbyt krytyczny w stosunku do partnera, albo robi wszystko, by na jego miłość zasłużyć, przez co związek staje się układem dziecko-rodzic, uczeń-nauczyciel, bądź w skrajnych przypadkach ofiara-prześladowca. Perfekcjoniści są szczególnie podatni na wszelkie zaburzenia emocjonalne, to również potencjalni nałogowcy, którzy marzenia o idealnym życiu mogą koić alkoholem, zakupami, głodówką czy przeciwnie: nadmiernym objadaniem się.

Skłonności do perfekcjonizmu często wiążą się z silnym lękiem społecznym, z obawą, że inni nas nie polubią i nie zaakceptują. Perfekcjonista chciałby być przez wszystkich lubiany, na każdym pragnie zrobić dobre wrażenie. W obawie przed odrzuceniem nie okazuje negatywnych emocji, najczęściej tłumi w sobie lęk czy gniew.

Co z tym zrobić?

Po pierwsze należy uświadomić sobie, że tak dalej żyć się nie da, że ciągłe dążenie do perfekcji jest wyniszczające.

Po drugie dobrze jest spróbować znaleźć źródło problemu. Przyczyn perfekcjonizmu często należy szukać w przeszłości, w domu rodzinnym i relacjach dziecka ze znaczącymi dla niego osobami. To, w jaki sposób rodzice zwracali się do dziecka (np. „Dlaczego z tego sprawdzianu dostałeś tylko piątkę?”, „Dlaczego drugie, a nie pierwsze miejsce?”, „Wiem, że stać Cię na więcej!”) ma ogromny wpływ na jego dorosłe życie. Dziecko, które czuło się kochane tylko wtedy, gdy osiągało sukcesy wyrośnie na niepewnego i spragnionego uznania dorosłego.

Po trzecie, jeśli uważasz, że musisz być przez wszystkich lubiany i akceptowany, to zadaj sobie pytanie dlaczego to, by wszystkich zadowolić, jest dla Ciebie takie ważne. Zastanów się czy warto jest przeglądać się w oczach innych zamiast budować poczucie własnej wartości w oparciu o samego siebie.

Po czwarte, spróbuj pójść ze sobą na kompromis, ponegocjować z własną głową i nieco zmniejszyć stawiane sobie wymagania. Życie nie jest grą o wszystko albo nic, postaraj się być elastyczny, zamiast widzieć świat w czarno–białych barwach, uświadom sobie, że rzeczywistość składa się z więcej niż tylko tych dwóch kolorów.

Po piąte, nie skupiaj się na niepowodzeniach, spróbuj spojrzeć na swoje „wpadki” z innej perspektywy, oczami kogoś, kto nie przywiązuje takiej wagi do szczegółów. Zastanów się, czy to, co wypadło nieidealnie (np. jedno „zacięcie się” w trakcie obiektywnie udanego przemówienia) rzeczywiście ma znaczenie. A może tego potknięcia nie zauważył nikt poza Tobą?

Chcąc uporać się z perfekcjonizmem najlepiej jest poszukać profesjonalnej pomocy. Dobry terapeuta pomoże odkryć przyczyny pogoni za ideałem oraz podpowie, jak wydostać się z pułapki perfekcjonizmu.

Warto pamiętać, że jesteśmy tylko (i aż!) ludźmi i nic, co ludzkie nie powinno być nam obce. Tyczy się to również popełniania błędów, gdyż człowiek jest najpiękniejszy i najprawdziwszy w swej ludzkiej (a więc niedoskonałej) postaci.

The following two tabs change content below.

Monika Szweda

Ostatnie wpisy Monika Szweda (zobacz wszystkie)