Mit o Tantalu

Kontynuujemy cykl interpretacji psychologicznej mitów greckich. Tym razem mit o Tantalu. Tekst Anna Pawluk [Nr 7, Marzec 2011].

Pochodzenie Tantala nie jest pewne. Mitologia podaje, że jego matką była Pluto (która z kolei była córką Kronosa i Rei lub Okeanosa i Tetydy), ojcem zaś Zeus albo Tmolos. Tantal miał też troje dzieci z Euryanassą lub Eurytemistą (obie były córkami bogów rzecznych).

Tantal był bliskim przyjacielem Zeusa. Była to tak bliska zażyłość, że największy z greckich bogów dopuszczał nawet Tantala do uczt olimpijskich. Był to wielki zaszczyt i okazja do zakosztowania nektaru i ambrozji. Ale Tantalowi dobrobyt zawrócił w głowie. Wydał tajemnice Zeusa i ukradł „boską strawę”, którą podzielił się ze swoimi przyjaciółmi – śmiertelnikami. Zanim jednak owo przewinienie wyszło na jaw, Tantal zdążył popełnić jeszcze gorsze przestępstwo. Zaprosił on bowiem bogów olimpijskich do siebie na ucztę. W trakcie biesiady zorientował się jednak, że nie wystarczy jedzenia. Zabił więc swojego pierworodnego syna, poćwiartował, dodał do potrawy i podał bogom. Wszyscy Olimpijczycy zorientowali się od razu, że z potrawą jest coś nie tak i „przerażeni powstrzymali się od jedzenia”. Wyjątkiem była Demeter, która „wciąż jeszcze oszołomiona po stracie córki, zjadła mięso z lewego barku”.

„Za obie te zbrodnie Tantal został ukarany. Królestwo jego upadło, on sam zaś poniósłszy śmierć z ręki Zeusa cierpiał męki wieczyste (…) Wisi teraz na gałęzi drzewa owocowego, pochylonego nad bagnistym jeziorem, dręczony głodem i pragnieniem. Fale uderzają o jego ciało, sięgając mu do pasa, a czasem po szyję, ale wystarczy, by schylił się, a woda znika natychmiast, pozostawiając jedynie czarny szlam u jego stóp; jeżeli nawet uda mu się zaczerpnąć dłonią trochę więcej wody, przecieka mu między palcami, zanim zdoła zwilżyć popękane wargi, pragnienie zaś dokucza mu jeszcze mocniej. Gałęzie drzewa uginają się od gruszek, rumianych jabłek, słodkich fig, dojrzałych oliwek i owoców granatu zwisających nad jego ramionami, wystarczy jednak, by sięgnął po nie, a powiew wiatru unosi je w sam raz na tyle , by nie mógł ich dosięgnąć. Ponadto nad drzewem wisi olbrzymi kamień (…) bez przerwy zagrażający głowie Tantala”. Głaz ów jest karą za jego trzecie przestępstwo – kradzież, kłamstwo i wypieranie się, mino oczywistych dowodów. Chodziło o złotego psa, który pilnował niegdyś kołyski z małym Zeusem w środku. Ukradli go i przetrzymywali Pandareus i Tantal.

Zeus był bardzo zadowolony z kary, jaką wymierzył Tantalowi. Postanowił więc, że wskrzesi z martwych jego syna Pelopsa. W trakcie „rekonstrukcji” bogini Demeter zrekompensowała mu stratę lewego barku – wyposażyła go w łopatkę z kości słoniowej. Bogowie olimpijscy uczynili Pelopsa na nowo tak pięknym, że Posejdon zakochał się w nim od pierwszego wejrzenia „i zabrał go na Olimp w rydwanie zaprzężonym w złote rumaki”. Mianował go swoim podczaszym i kochankiem, i karmił ambrozją.

Nasz bohater ma fantastyczny rodowód. Z linii matki pochodzi bowiem od założycieli świata, prarodziców wszelkiego stworzenia. Ojcem jego zaś z pewnością był ktoś wybitny, bo albo był nim władca Olimpu, albo sprawiedliwy i mądry Tmolos (rozsądził on spór dwóch bogów – Pana i Apollina). Takie „zaplecze” było gwarantem powodzenia i pomyślności. Dowodem na to było z jednej strony świetnie „prosperujące” królestwo, którym władał Tantal, z drugiej natomiast zaszczyty, jakie go spotykały. Przystępował on bowiem do stołu bogów olimpijskich i spożywał z nimi ambrozję i nektar – pokarmy, o których inni śmiertelnicy mogli jedynie marzyć.

Tantal nie był jednak chyba do końca świadom wagi owych przywilejów. Ośmielił się bowiem wykraść z Olimpu boską strawę i podzielić się nią z ludźmi. Dla bogów była to nie lada zniewaga. Innym razem podał Olimpijczykom ludzkie mięso do zjedzenia. Co więcej, były to zwłoki jego własnego syna. Zatem Tantal dwa razy sprofanował stół bogów. Dopuścił się również zbrodni przeciwko życiu. To jakby wkraczanie w tą przestrzeń, w której władzę powinni sprawować jedynie bogowie. Tantal niejako uzurpował sobie więc prawo do decydowania o życiu i śmierci. Można powiedzieć, że zgrzeszył pychą. Przecenił swoje możliwości, a raczej miał bardzo zawyżoną i nieadekwatną samoocenę. Stosując terminologię psychologiczną stwierdzilibyśmy, że nasz bohater ma zaburzoną osobowość – jest narcystyczny, przekonany o swojej wszechmocy, nie liczy się z innymi (zwłaszcza ze swoim pierworodnym), jest lekkomyślny. Wskazuje to na zaburzenie typu dyssocjalnego, jako że Tantal dopuścił się morderstwa, nie miał z tego powodu wyrzutów sumienia (mit o nich nie wspomina), a zachowania antyspołeczne prezentował od wczesnej młodości (od czasów dzieciństwa Zeusa). Jego zachowania były ryzykowne, pochopne, nieprzemyślane.

Tantal był ryzykantem. Wiele od losu dostał, ale mu to jednak nie wystarczało. To także charakterystyczna cecha dla osób z dyssocjalnym zaburzeniem osobowości. Tantalowi było ciągle mało, mimo, iż miał bardzo wiele – miał przecież swoje własne królestwo i ucztował z bogami. Podejmował jednak takie działania, które nieuchronnie doprowadziły go do upadku w sensie materialnym i duchowym. W końcu zawisł na drzewie owocowym, nad bagnem. Nie mógł jeść ani pić, mimo, że owoce i woda były tuż obok. Tak, jak w czasie swojego „ziemskiego” życia, tak też w zaświatach cierpiał wieczne nienasycenie, wieczny głód. Woda przeciekała mu miedzy palcami, a wiatr oddalał od niego owoce. Oprócz tego przeżywał ciągły lęk z powodu zwisającego mu nad głową głazu.

Królestwo Tantala upadło. Stracił wszystko, co gromadził i o co zabiegał przez cale swoje życie. Dopuścił się kilku przestępstw, w tym zbrodni przeciwko życiu. Cierpi za to, zwisając nad bagnem. Mi osobiście nasuwa się skojarzenie z czyśćcem. Bagno symbolizuje piekło, nad którego krawędzią stoi  nieszczęśnik. Jeszcze nie wpadł, choć lada chwila to nastąpi. Drzewo owocowe z kolei jest jak winny krzew, o którym mówił Jezus Chrystus. Tantal jest tą gałęzią winorośli, którą trzeba odciąć i wrzucić w ogień nieugaszony. Tantala dręczy głód i pragnienie. Owoce i woda niby są w zasięgu ręki, bo wciąż jest częścią winorośli. Jest jednak usychającą gałęzią, która lada chwila się odłamie i odpadnie od reszty krzewu. Życiodajne soki nie są jej już dostarczane. Szlam u stóp symbolizuje natomiast moralna zgniliznę Tantala.

Wniosek nasuwa mi się jeden. Cieszmy się tym, co mamy i nie ingerujmy w boski porządek. Nie popadajmy w pracoholizm i samouwielbienie. Żadne bogactwa tego świata nie mogą się bowiem równać z naszym talentem, optymizmem, uśmiechem przyjaciela, albo dziecka, drobnymi przyjemnościami, sukcesami, które nas uskrzydlają i porażkami, które nas umacniają. Jeśli czujemy, że wiele nam do szczęścia brakuje, że Bóg, los czy wszechświat robi nam na złość, to utnijmy sobie rękę, która jest dla nas powodem grzechu, wyłupmy sobie oko, itd. Nie dosłownie oczywiście. Jeśli mamy za mało, podzielmy się naszą niedolą. Oddajmy „wdowi grosz” – zróbmy paczkę świąteczną dla ubogich, kupmy pieluchy do domu samotnej matki, czekoladę dla kierowcy autobusu, który codziennie wozi nas do pracy albo pana lub pani ze znakiem stopu, którzy pilnują bezpieczeństwa naszych dzieci na przejściu dla pieszych przy szkole. Jest tyle możliwości…. Nawet niewielką rzeczą można się podzielić, choćby uśmiechem. To też są boskie uczty z ambrozją i nektarem…

Literatura:

Graves R. (1967). Mity greckie. Warszawa, PIW.

The following two tabs change content below.
Anna Młynarczyk

Anna Młynarczyk

Zastępca Redaktora Naczelnego ds Personalnych, Szef Działu Kultura Psycholog i seksuolog. Nagminnie obserwuje ludzi, amatorsko filozofuje i uwielbia kulinarne eksperymenty. Wielbicielka neurotycznego Allena i obcesowego Bourdaina. anna.mlynarczyk@magazyntuiteraz.pl