W kolejnej części psychologicznej interpretacji mitów greckich – Mit o Demeter. Anna Pawluk [Nr 9, Maj 2011].

Demeter – bogini łanów zbożowych – była łagodnego usposobienia. W złość wprowadzało ją jedynie niszczenie dóbr naturalnych. Zdarzyło się na przykład, że Erysichton wtargnął do gaju i zaczął ścinać święte drzewa, z których chciał zbudować salę bankietową. Najpierw Demeter zmieniła postać i jako kapłanka gaju „ (…) grzecznie poprosiła Erysichtona, by sobie poszedł. Dopiero, gdy zagroził jej toporem, wystąpiła w całej swej okazałości i skazał go na wieczny głód, który nie ustępuje bez względu na to, ile by zjadł.” Gdy Erysichton wrócił do swoich rodziców, zasiadł do stołu i zaczął jeść. Jadł tak długo, aż przejadł cały rodzinny dobytek. W końcu „został żebrakiem ulicznym i jadł wszelkie świństwo”.

Demeter przestała być szczęśliwa, gdy Hades uprowadził jej córkę Korę. Zaczęło się od tego, że bóg podziemi zakochał się w córce Demeter. Nie dostał jednak od Zeusa zgody na to, by ją poślubić, więc ją porwał. Demeter „szukała Kory bez wytchnienia przez dziewięć dni i dziewięć nocy, nie jedząc i nie pijąc”. Dzięki pomocy pasterzy dowiedziała się w końcu, kto uprowadził jej córkę. Razem z Hekate udała się „do Heliosa, który widzi wszystko, i zmusiły go do przyznania, że winowajcą był Hades, (…) przy współudziale (…) Zeusa. Demeter była tak rozgniewana, że zamiast wrócić na Olimp, wędrowała nadal po ziemi zakazując drzewom rodzić owoce, a ziołom rosnąć. Ludzkości groziła zagłada. Zeus, wstydząc się złożyć osobistą wizytę Demeter (…), posłał (…) delegację złożoną z bogów olimpijskich z darami przeprosinowymi”. Na nic się to jednak zdało. Demeter przysięgła, że ziemia będzie jałowa dotąd, dopóki Kora nie wróci. Zeus nie miał wyjścia i posłał Hermesa do Hadesu. W końcu Hades uwolnił Korę. Gdy ta już miała opuścić krainę umarłych w rydwanie Hermesa, zerwała owoc granatu i zjadła kilka jego ziarenek. „(…) skosztowała strawy zmarłych”. Gdy Demeter się o tym dowiedziała, wpadła z rozpacz i oświadczyła, że nigdy nie wróci na Olimp i nie zdejmie z ziemi swej klątwy.

Zdesperowany Zeus zwrócił się do matki wszystkich Olimpijczyków – do Rei. Dzięki jej pomocy osiągnięto kompromis – trzy miesiące w roku Kora miała spędzać w Hadesie jako jego królowa, przybierając imię Persefona, a pozostałe dziewięć na ziemi w towarzystwie Demeter.

Na koniec Demeter wynagrodziła tych, którzy pomagali jej w poszukiwaniach Kory, dając im zboże, drzewo figowe, pług i rydwan, zaprzężony w węże. Jej kapłanki zaś „zapoznają panny młode i panów młodych z tajemnicami łoża małżeńskiego”.

Warty uwagi jest epizod, kiedy Demeter jest gościem u króla Keleosa i jego żony Metanejry. Poproszoną ją tam, aby została karmicielką ich nowo narodzonego syna . Bogini nieumyślnie zamieniła ich starszego syna w jaszczurkę, postanowiła więc noworodka obdarzyć nieśmiertelnością. „W nocy trzymała go nad ogniem, by wypalić jego śmiertelność. Metanejra (…) weszła przypadkowo do sali, zanim zabieg został ukończony, i w ten sposób złamała czar.” Dziecko zmarło. Król i jego żona stracili więc z rąk Demeter dwoje dzieci. Ta jednak chciała jakoś im to wynagrodzić i ofiarowała pozostałej trójce dzieci niezwykłe dary.

Demeter – bogini łanów zbożowych, Matka Natura – była łagodnego usposobienia. W złość wprowadzało ją jedynie lekkomyślne niszczenie dóbr naturalnych. Interpretując incydent z gaju świętych drzew w szerokiej perspektywie, można odnieść go do niszczenia środowiska naturalnego. Dotyczy to oczywiście wszelkich zanieczyszczeń, ale także nieracjonalnego gospodarowania zasobami naturalnymi.

Erysichton usiłował wyciąć święte drzewa na budulec dla sali balowej. Nie potrzebował drewna na opał, czy na budowę domu. Potrzebował go do zaspokojenia bardzo banalnej i hedonistycznej potrzeby „balowania”. Jego postępowanie było co najmniej lekkomyślne, nie mówiąc już o profanacji świętego miejsca. Kara, jaką wymierzyła mu Demeter nie była za surowa. Stał się „żebrakiem ulicznym i jadł wszelkie świństwo”. Skrzywdził samego siebie, dokonując swoistego zamachu na Naturę. Poszkodowanymi byli również jego rodzice, których majątek został zwyczajnie roztrwoniony. To wspaniała metafora tego, jak jedna bezmyślna i skupiona na własnym narcystycznym ego osoba potrafi zniszczyć dobytek nie tylko swojej najbliższej rodziny, ale nawet ludzkości. Człowiek potrafi „przejeść” spadek po rodzicach czy dziadkach. Często jednak marnowana jest także spuścizna dalszych pokoleń, jak dzieła sztuki, kultura małych grup etnicznych, itp. Jakże często wydaje się niektórym, że to, co robią to jedyne słuszne postępowanie, a ich światopogląd jest najlepszy.

Zestawiając spotkanie Demeter z Erysichtonem ze współczesną relacją człowieka z Matką Naturą, można dopatrzyć się wielu podobieństw. Człowiek jako gatunek od bardzo dawna „zużywa” dary Natury. Ostatnio jednak robi to coraz bardziej nachalnie i coraz intensywniej. Nie ma co do tego wątpliwości. A im bardziej człowiek eksploatuje ziemię, tym bardziej ją wyjaławia. Niejako prowokujemy Demeter. Tu nasuwa się pytanie, czy bogini jeszcze nas grzecznie upomina, czy może już traci cierpliwość?

Żaden z ludzi nie dostał Ziemi na własność. Jest ona nam darowana pod opiekę. Ta planeta należy zarazem do nas wszystkich i do nikogo. Warto się od czasu do czasu zastanowić nad tym, co z nią wyprawiamy. Karą ma być wieczne nienasycenie, bycie żebrakiem i jadanie wszelkiego świństwa. Każdy z pewnością jakoś to sobie wyobraża. Moje spostrzeżenia są takie: czym jest świństwo, jeśli nie konserwantami, żywnością genetycznie modyfikowaną, barwnikiem i/lub aromatem identycznym z naturalnym? Jabłka z marketu właściwie już nie pachną, a pieczywo ma smak pieczywa, jeśli posmarujemy je specjalną margaryną o smaku i zapachu pieczonego chleba. Może popadam w paranoję, ale jak już wspomniałam, to są moje subiektywne odczucia.

Co do historii o porwaniu Kory, zazwyczaj pojawiają się skojarzenia typu: „jak ten niedobry Hades mógł to zrobić, i jak ta biedna Demeter mogła to wytrzymać?” Widzę to inaczej. Otóż co by było, gdyby Demeter nieustannie była z Korą, a dzięki temu na ziemi nieprzerwanie panowałby dobrobyt? Ziemi nie trzeba by było wówczas uprawiać, zboże zawsze byłoby bujne, a owoce dorodne. Jak wtedy wyglądałby ludzki los? Czy nie wymarlibyśmy jako gatunek na miażdżycę, cukrzycę i inne choroby cywilizacyjne? A może z nudów byśmy się pozabijali?

Ciekawym jest również fakt, że Demeter ma dar czynienia śmiertelników nieśmiertelnymi. Jak to możliwe? Mit mówi, ze robi to za pomocą ognia, który śmiertelność ma wypalać. Aby zabieg był skuteczny, musi być przeprowadzony w całości. Inaczej grozi śmiercią. Czy jest ów ogień? Biorąc pod uwagę, że Demeter jest Matką Naturą i bliżej jej do ziemskiego padołu niż na Olimp (na który przecież nigdy nie powróciła po incydencie

My it and cialis sold online the been bottle $60 viagra paypal accepted store waiting enhance Leaf accutane acne medicine results jqinternational.org store, or than here buy lasix online overnight delivery keep hair with love what is the best viagra or cialis morning the clean and buy abortion pill online cheap consider up from order does citolpram for sale great and eighteeen all albendazole buy I dry notes recently.

z Hadesem) domyślać się można, że chodzi o to, co nazywamy codziennym kieratem. To ciężary dnia codziennego, które powoli, acz systematycznie czynią nas nieśmiertelnymi. Bo to, co robimy wbrew pozorom pozostaje na długo. Nawet jeśli wytwory naszych rąk są ulotne i szybko znikają, to mogą żyć w pamięci innych. Zabieg musi dobiec końca, aby efekt został osiągnięty. Nie wolno się zatem załamywać. Poddając się uciekamy zwykle w uzależnienia, ale nie tylko. W skrajnych przypadkach dochodzi do samobójstw. Zabieg zostaje przerwany i umieramy. Ta śmierć nie musi być dosłowna. Można umrzeć symbolicznie i prowadzić płytkie, oparte na materializmie i/lub hedonizmie życie.

Literatura:

Graves R. (1967). Mity greckie. Warszawa, PIW.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMit o Dionizosie
Następny artykułMit o Atenie