Kiedy Pani Agnieszka rok temu pisała o Golgota Picnic, zapewne nie spodziewała się, że to zaledwie delikatne preludium tego, jaką inspiracją może być polityczna rzeczywistość. Pani Marta również na brak natchnienia nie narzeka, ku mojej radości zresztą, bo uwielbiam. Kiedy zaś w jednym z newsletterów zobaczyłam, że te dwie kobiety spotkały się na łamach jednej publikacji, wiedziałam, że to będzie uczta. Nie pomyliłam się. Anna Młynarczyk, marzec 2016.

Dwie feministki, matki, partnerki, wybitne kobiety i artystki spotykają się, dyskutują, ilustrują naszą rzeczywistość. „Memy i graffy” to rozmowa prowadzona językiem ciętym, ironicznym, ale i zabawnym. Zadziornego uroku słowu pisanemu dodają nieprzeciętne grafiki.

„Memy i graffy” to zbiór felietonów o tym, co jest w Polsce absolutną świętością, na co przeznaczane są nasze podatki, jaka jest dysproporcja między tym, co otrzymują potrzebujący, a co jest kupieniem sobie poparcia i megafonu. Obie autorki bezceremonialnie wyszydzają niewiedzę i niechęć do jej zdobywania, bezlitośnie obnażają niespójność i pokrętny sposób myślenia przeciwników równouprawnienia. Demaskują obłudę i zakłamanie.

Ogromnym atutem publikacji jest odwaga, która daje siłę poszukiwać, nie zgadzać się, protestować, płynąć pod prąd. Obie panie pokazują, że to, co próbuje się interpretować jako zamach na podstawową komórkę społeczną, jest najzwyczajniejszym w świecie patriarchalnym lękiem skrzywdzonych, niepewnych siebie, mentalnych chłopców. Nie wiem, ile jeszcze wody w Wiśle upłynie, nim naprawdę pojmiemy jako społeczeństwo, że kobieta ma prawo nie chcieć sprzątać, zmywać, prać, gotować i rodzić dzieci i to wcale nie jest powód, żeby ją za to policzkować (i dosłownie, i metaforycznie). Wisła pewnie wyschnie, zanim pojmiemy, że przemoc domowa, bo szanowny małżonek wrócił na rauszu, bo „ciężko w pracy”, wcale nie jest w porządku i że jednak nas dotyczy.

Tematyka publikacji koncentruje się wokół najświeższych zdarzeń z życia społeczno-politycznego. Książka jest świetna, niesamowicie odważna, zabawna i jednocześnie do bólu prawdziwa. Polecam ją wszystkim równie odważnym i drapiącym się, bo uwierają jakieś klauzule i inne formy narzucania innym światopoglądowych ram.