Natłok myśli, sterta spraw, codzienność. Znamy to dobrze, gubimy się, zatracamy w chaosie. Przestajemy doceniać, wierzyć, szanować, przestajemy bezinteresownie kochać i wspierać, być dla siebie nawzajem – tak po prostu… . „I tylko niebo…” to powieść obyczajowa autorstwa Beaty Ciecierskiej, powieść która otwiera nam oczy i serca, przywraca świadomość chwili, uczy pokory i szacunku, odnawia w nas tę wiarę w dobro, w człowieka, we własne pokłady sił… nieraz uśpionych. Budzi podziw i wzrusza do głębi. Anna Jędrych [2013]

Głównymi bohaterami powieści są 7-letnia Zosia i 17-letni Antek – dwoje dzieci, rodzeństwo pochodzące z podlaskiej wsi, doszczętnie zniszczonej przez nazistów. Oboje zostają wywiezieni do Kazachstanu, a ich matka postrzelona podczas transportu. Od tej chwili Zosia i Antek są skazani tylko na siebie… na siebie i dobre serca ludzi napotkanych na życiowej ścieżce. Od tego też momentu wegetują, zmagając się ze skrajną nędzą, bezwzględnym klimatem, bólem i wrogością otoczenia. Oboje uczą się żyć od nowa, zupełnie inaczej niż do tej pory. Spotykają się z okrucieństwem i bezdusznością, ale przyjmują także dobro, ciepło i szczerą opiekę. To dzięki nim w połączeniu z własną siłą woli i odwagą tej dwójce udaje się przetrwać.

 

Co w książce porusza najbardziej? Śmiało mogę powiedzieć: wszystko! „I tylko niebo…” to skarbnica wyjątkowych wzruszeń. Okładka, która podkreśla doniosłość historii tak cudownej, choć bolesnej. Język, który rozbudza wszelkie pokłady wrażliwości, odzwierciedlając tragizm przeszłych czasów. Pierwsze i ostatnie słowa, które wprowadzają nas w tamten odległy świat po to, by ostatecznie nakłonić do refleksji. Wszystko to pozwala zrozumieć, wzbudza w nas szacunek, ogromny podziw dla bohaterów powieści.

 

Tytuł? „I tylko niebo…”. Prosty, zrozumiały, ale jednocześnie sięgający dużo głębiej. Błękit nieba przypomina bohaterom o utraconym szczęściu, pokazuje, że nadal jest o co walczyć. Ja osobiście tytułowe ‘niebo’, które wciąż jest takie samo, odebrałam jako symbol dobra. Bo dobro tak, jak i niebo zawsze trwa – na przekór wszystkiemu, jakby na złość i trzeba w nie wierzyć, bo zwycięża całe zło, bo sprawia, że po długiej nocy, po całkowitym zniszczeniu wreszcie wschodzi słońce, a z nim ład i akceptacja. Pięknie ujęła to autorka: „Ale wiara, nadzieja i miłość pozostaje… .Chociaż czasami wydaje się, że odeszły bezpowrotnie, one tylko czekają ranne… aż zechcesz uleczyć je na nowo.”

 

Przesłanie? Autorka konfrontuje nas z wieloma znaczeniami. Jedno z nich, ponadczasowe, zawsze aktualne – jak niewiele człowiekowi potrzeba do szczęścia! Spokoju i poczucia bezpieczeństwa… swojego i bliskich… i kawałek ziemi, aby po nim stąpać bez strachu. Bo tak wiele radości mogą dać te zwykłe, przyziemne rzeczy. Niestety, umykają nam bardzo szybko, gubimy je, zatracamy w codzienności.

 

Książkę polecam z całego serca – każdemu bez wyjątku. Działa terapeutycznie, zmienia spojrzenie na świat, na ludzi, na samego siebie. Przecież żyję w wolnej Polsce, czuję się bezpieczna, mam szczęście. Jednak z tak prawdziwą książką w dłoni przenoszę się w czasy okrucieństwa i wojny, naznaczone krwią, cierpieniem i śmiercią… ale i niezwykłą miłością, niewiarygodną odwagą i cudowną siłą zwykłego człowieka. I wtedy zadaję sobie pytanie: dlaczego nie dostrzegam tego, co mam? Dlaczego nie doceniam tego i nie celebruję każdego dnia? Przy „I tylko niebo…” nie sposób nic nie czuć, nie sposób zachować dystans, nie jedna łza zabłyśnie w kąciku oka – zapewniam.

 

Zostawiam Cię z przesłaniem, według mnie, najważniejszym, najgłębszym: „Będzie dobrze. Damy sobie radę. Niezależnie od tego, co się wydarzy, musimy myśleć o sobie i wierzyć w siebie. Nigdy nie wolno nam stracić wiary, nadziei i miłości. Pamiętaj o tym! Jesteśmy Polakami, powinniśmy być z tego dumni zawsze i wszędzie!”  I myślę, że już wiesz – warto sięgnąć po tę książkę… . Bo choć los nie zawsze nas oszczędza – odwagi! Wiara czyni cuda.