Kryzys. Może być finansowy. Może być życiowy.

To sytaucja trudna, niespodziewana. Przeważnie wywraca nasze życie do góry nogami. Czujemy lęk, niepewność, chaos. To rodzaj „dopustu bożego” albo porażki. Zapowiada zmianę w życiu. Ale my przeważnie nie lubimy zmian. Przynajmniej takich niemiłych. [Monika Szadkowska, marzec 2017]

W dzisiejszych czasach chcemy mieć poczucie panowania nad swoim życiem. Kreowania. Kontroli. Kryzys często pojawia się poza kontrolą, poza naszym „chceniem”.

I przypomina boleśnie, że jednak nie na wszystko w życiu mamy wpływ.

Istnieje coś takiego jak bezsilność wobec sytuacji, które nas dotykają, wobec zachowań innych ludzi, chorób, zjawisk pogodowych…

I to, co możemy wtedy zrobić, to jakoś ustosunkować się od tego, na co wpływu nie mamy.

To, co możemy w kryzysowych sytuacjach zrobić, to zorientować się, na co w tym wszytkim mamy wpływ. Jak okiełznać bezsilność? Jak okiełznać kryzys?

Generalnie możemy zastosować kilka strategii.

Pierwsza, to obwinić świat za to, co nam sprezentował. Szukamy winy w okolicznościach zewnętrznych, niezależnych od nas zdarzeń, ludzi. Chętnie oskarżamy wszytkich „innych” o zło, które nas dotkęło.

Tylko co dalej? Czy poczucie, że jestem niewinną ofiarą fatalnych okoliczności jest strategią, która pomoże przetrwać trudny czas? Może przynieść poczucie ulgi i oczyszczenia. Ale czy pomoże? Nie.

Przyjrzyjmy się więc kolejnej strategii. Dla odmiany szukamy winy w sobie. Bo skoro jestem kreatorem swojego życia, to pewnie swoimi decyzjami doprowadziłem do kryzysu. I jestem winny! Takie myślenie nieco przypomina samosąd na sobie samym. Czy pomaga przetrwać kryzys i wybrnąć z sytaucji? Hm, to zależy czy poprzestaniemy na wpadnięciu w poczucie winy, czy będziemy szukać rozwiązań, skoro mamy świadomość, że coś od nas zależy.

To może połączyć powyższe strategie? No bo przecież faktem jest, że nie na wszytko mamy wpływ i niektóre sytuacje kryzysowe mogą być zewnętrzne i niezależne od nas. I niezaprzeczalnym faktem jest, że mamy nad sobą władzę i mogliśmy nietrafionymi decyzjami doprwadzić, zupełnie niezamierzenie, do kryzysu. Taka strategia jest lepsza niż poprzednie dwie. Bez obwiniania, zaczynamy szukać rozwiązań. Wiemy, że mamy na coś wpływ i obserwujemy warunki zewnętrzne, od nas niezależne, aby sprawdzić, czy nie będą nam sprzyjać, czy nie mozemy ich wykorzystać w szukaniu dobrego wyjścia z trudnej sytuacji.

A może by tak rozważyć jeszcze jedną strategię?

Akceptację.

Bez szukania winnych.

Przyjąć kryzys jako element życia. Bez szukania przyczyn kryzysu, analizowania jego skutków i szukania możliwości zapobiegania takim sytuacjom na przyszłość.

Przyjąć kryzys jako element życia.

Oczywiście to nie znaczy, że nic wtedy nie robię i czekam, aż samoistnie przejdzie. Ale nie złoszczę się na świat, że mnie doświadcza trudną sytuacją. Traktuję ją jako element swojego rozwoju.

Kryzysy przeważnie powodują, że dowiadujemy się, ile mamy w sobie siły, mocy, wytrwałości, kreatywności, cierpliwości…

Trudne sytuacje hartują nas i uczą nowych rzeczy, umiejętności.

Wychodzimy z nich mądrzejsi, początkowo być może osłabieni, ale w końcowym rozrachunku gotowi na doświadczanie pełni życia.