Według psychologa Martina Seligmana, jeśli angażujemy się w sprawę większą od nas, uzyskujemy poczucie sensu życia. Ale czy istnieje jakaś granica tego zaangażowania? Sylwia Barbachowska, grudzień 2015.

„Marsjanin” to porywający film przygodowy. Główny bohater zostaje pomyłkowo pozostawiony przez ekipę badawczą na Marsie i do czasu uzyskania pomocy próbuje zapewnić sobie przeżycie. Musi zmierzyć się z wieloma przeciwnościami, podobnie jak jego ekipa ratunkowa na Ziemi. Ze względów ekonomicznych, technicznych i personalnych organizacja lotu powrotnego jest trudna, a dodatkowo misję komplikuje presja czasu. Seans dostarcza świetnej rozrywki, jednak jest pozbawiony psychologicznego realizmu. Rozbitek nie przeżywa ani jednej chwili załamania, zawsze ma energię do ciężkiej pracy i dobry humor.

Dlatego w trakcie oglądania akcji na ekranie, snułam dodatkową, bardziej prawdopodobną narrację w swojej głowie. Wyobrażałam sobie, co mógłby czuć ktoś samotny na planecie o księżycowym krajobrazie, z nikłymi szansami na przeżycie. Jeśli miałby tyle optymizmu, ile sfilmowana postać, to skąd by go czerpał? Jak musiałby wyjaśniać sobie sytuację, żeby w niej wytrwać? Zastanawiałam się również, co popchnęło go do lotu w kosmos. Zdecydował się na przebywanie przez kilkanaście miesięcy w zamkniętej kapsule, dryfującej w międzyplanetarnej przestrzeni, z kilkoma osobami na pokładzie. Wcześniej przeszedł niezwykle wymagające, długotrwałe szkolenia zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

Czy zafascynowała go możliwość zobaczenia Ziemi z perspektywy kosmosu? Z jednej strony domyślam się, że doświadcza się wówczas ogromnego piękna, nawet mistycyzmu. Można poczuć to, co pozostali ludzie mogą tylko sobie wyobrażać i przekonać się o prawdziwości naukowych teorii. Z drugiej strony myślę, że nie każdy byłby gotów na podobne przeżycie. Jedną z trudności jest nieważkość. Jak odnaleźć się w świecie, w którym nie obowiązują znane zasady, na przykład orientacji w przestrzeni (z punktu widzenia naszego ciała) lub określanie położenia przedmiotów (mają swój przód i tył)?

Inne wyzwanie, jak sądzę, stanowi ujrzenie Ziemi z pewnej odległości. Wówczas rozpościera się przed nami perspektywa, której na co dzień staramy się unikać. Uświadamiamy sobie znikomość Ziemi w porównaniu z ogromem kosmosu. Czy wywołuje to przerażenie, czy raczej poczucie cudu istnienia, wyjątkowości i magii? Czy w związku z tym po powrocie na Ziemię pojawiają się jakieś szczególne refleksje o sposobie życia, podejmuje się decyzje o zmianach?

Wydaje się, że wymagania lotu (wśród nich również długotrwała rozłąka od rodziny i ryzyko) graniczą z ludzkimi możliwościami. Czy satysfakcja z eksplorowania nieznanych terenów wynagradza te trudy? Być może astronautów pociąga też przyczynianie się do dokonywania naukowych odkryć, które przejdą do historii.