W nowym cyklu rozmów z psychologami i psychoterapeutami o ich pracy zapraszamy do lektury wywiadu z Katarzyną Miller.

Katarzyna Miller – Filozofka, psycholożka, psychoterapeutka z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem w prowadzeniu terapii indywidualnej i grupowej. Autorka wielu bestsellerowych książek dotyczących rozwoju osobistego. Poetka śpiewająca swoje własne piosenki.

Paweł Górniak: Przychodzi do pani pacjent i czego zazwyczaj oczekuje?

Katarzyna Miller: Wysłuchania, zrozumienia, przejęcia się jego sprawami, tego żeby jak najszybciej mu się zrobiło lepiej.

Czyli „niech mnie Pani naprawi” ?

Nie, niech pani życie naprawi. Skądże mnie naprawi! Czasami oczywiście niektórzy uważają, że coś jest ich winą, ale raczej żeby się stało coś takiego, żeby już nie bolało albo żeby się skończyło lub zmieniło.

Usuńmy problem.

Tak.

Ale czy od wysłuchania i zrozumienia może się zmienić moje życie?

Wysłuchanie i zrozumienie bardzo dużo pomaga, bo się człowiekowi robi lżej. My się teraz niespecjalnie wysłuchujemy, już nie mówiąc o rozumieniu, bo nie ma czasu. Choć ten czas jest, tylko na co innego przeznaczany. Sami chcemy być rozumieni, tylko innymi niespecjalnie chcemy się zajmować. Wychodzi więc na to, że są specjalni ludzie od słuchania i od rozumienia. Trochę to niehumanitarne, ale lepsze to niż nic, nie?

No tak. A nie sądzi Pani, że pójście do terapeuty to nasza taka ogólnoludzka potrzeba wygadania się, która istniała zawsze? Do przyjaciela, terapeuty, księdza…

Wygadania też oczywiście, ale jakiejś ważności w ogóle. Że zasługuje na uwagę. Że jeśli mi źle, to kogoś to w ogóle obejdzie. Pamiętam jedną klientkę, która mówiła „Dlaczego ja pani płacę za to, że mnie pani lubi?” Ja mówię: nie, no za to to mi pani akurat nie płaci!

No, a właśnie, przychodzi do Pani klient czy pacjent?

Klientki głównie. Po pierwsze, przede wszystkim kobiety. Mężczyźni też, troszkę się to nawet zmieniło lekko na korzyść przychodzenia mężczyzn. Ale głównie kobiety. W moim języku to jest klient, a nie pacjent.

A dla Pani jaka to różnica?

Jest różnica. Pacjent jest w medycynie. W której pan ordynator pędzi z całym dworem, przelatując od jednego łóżka do drugiego. Patrzy przez dwie sekundy i mówi: „Jak się Pan dzisiaj czuje? Acha, tak samo, do widzenia.”. A klient to jest człowiek, który jest partnerem w transakcji. Przychodzi ze swoimi pieniędzmi po to, żeby coś za nie naprawdę dostać.

Na czym polega terapia? Co w terapii leczy? Co działa?

Działa przede wszystkim zwrócenie uwagi na siebie. Najpierw. To, że człowiek decyduje, że coś dla siebie zrobi i że potrzebuje w tym pomocy. Po pierwsze to, że chcę coś dla siebie zrobić, a po drugie, że sam tego nie zrobię i potrzebuje pomocy. Moim odkryciem najważniejszym bardzo dawno temu było stwierdzenie: „ludzie cie ukrzywdzili, ludzie ci muszą pomóc”. Nie jest oczywiście fajnie, że za pieniądze, ale jest to wtedy czysty układ. Bo terapeuta nie jest zainteresowany, tak jak babcia, dziadek, mama czy partner, jaka ty masz być i nie oczekuje zmiany w swoją wymarzoną stronę, tylko pomaga ci w tym co tobie przeszkadza. Czyli jest to osoba, która jest sprzymierzeńcem. A my mamy mało sprzymierzeńców w życiu rodzinnym. Niestety.

Ale to też jest układ który daje klientowi kontrolę. Bo płacę, mam tą relację w jakichś ramach.

Płacę, czyli po pierwsze czuję się dorosłym, a nie dzieckiem. Dlatego nie pracuję z dziećmi, bo musiałabym je wychowywać. Dorosłych czasami też wychowuję, ale dlatego że się na to godzą, że tak to nazywamy. To jest sytuacja, w której dorosła osoba stwierdza, że dobrze sobie radzi w wielu kwestiach, a w niektórych sobie nie radzi. Najczęściej w intymnych. Ktoś, kto dojrzał w sprawach zawodowych i społecznych, może zająć się tą swoją częścią która jest ciągle biedna.

A nie sądzi pani że trochę to smutne.

Nie smutne jest to, że człowiek może pomóc człowiekowi.

Smutne to, że musimy mieć w naszym życiu ludzi którzy są tylko od rozmawiania.

No tak to smutne. Zrobiliśmy sobie durną cywilizację. Wolałabym móc być ogrodniczką lub facetką od wnętrz mieszkalnych, a jestem od wnętrz psychicznych, bo tego ludzie potrzebują.

Psychoterapia jako trening sztuki rozmawiania ze sobą.

Tak, ale najpierw słuchania. Potem powiedzenia paru mądrych rzeczy, które by do czegoś pasowały, z czymś się wiązały, miały sens. Dla człowieka, który tego słucha. W dodatku jego sens, a nie sens mamusi czy tatusia. Albo pana dyrektora czy rządu.

Lubi pani swoją pracę?

Bardzo.

Co takiego ujmującego jest w tej intymnej sytuacji rozmowy między dwoma osobami

Właśnie jest ta intymność. Bardzo dawno, już od prlu, mam poczucie, od czasu, jak stałam się dorosła i zaczęłam to robić naprawdę, poczułam, że mam szczęście wielkie, bo w załganej cywilizacji mam enklawę w której ludzie są ze sobą i ze mną prawdziwi. I to jest wielka nagroda w tej robocie dla mnie. Co prawda, to mnie też trochę zepsuło, bo ja bym chciała w ogóle od ludzi takiej prawdy, bo wiem, że jest możliwa i wiem, że się nic nie psuje, gdy się ona ujawnia. Przeciwnie, wszystkim jest lepiej. Głównie teraz pracuję grupami, więc tym bardziej myślę o wartości społecznej, ujawniania i bycia sobą naprawdę. Profesjonalnie prowadzone grupy robią się otwarte do ustalania wspólnych norm i porozumiewania się uczciwie i z szacunkiem.

W ostatniej książce, wywiadzie z Panią, „Bez cukru proszę” opisuje Pani swoją drogę zawodową. Od pracy, właśnie z grupami, poprzez pracę z uzależnionymi, aż po samodzielną praktykę. Co na Panią miało w tej drodze zawodowej największy wpływ?

Na początku bardzo duży wpływ mieli moi nauczyciele i mistrzowie, a potem moi klienci. To się zmieniało. Gdy poczułam się wzmocniona wewnętrznie, gdy poczułam, że pracuję sobą, wtedy zaczęłam się najwięcej uczyć od klientów.

Powiedziała pani pracuję sobą. Czy to jest wypalający zawód?

Jest wypalający. Bardzo dużo daję z siebie. Pracuję na swoich emocjach. Słucham ludzi, ufam im. Przejmuję się moimi klientami i ich sprawy są dla mnie ważne. Oczywiście jak oni wychodzą, to ja nie siedzę i nie płaczę nad swoją zupą. Ale jestem pod wrażeniem tego, co oni ujawniają i nie chciałabym nie być. Bo to buduje więź. Ale dbam o to, żeby się oderwać. Nie noszę w sobie cudzych spraw. Wiem, że muszę się oczyszczać.

A tęskni Pani za klientami, którzy skończyli terapię?

Za niektórymi tak. Niektórzy byli wybitni. Albo w sensie mądrości i umiejętności. Albo po prostu, bo ich ogromnie lubiłam. I miewam różne dowody pamięci: a to kartki, a to życzenia, odzewy. Czasem się ktoś odzywa po iluś latach i opowiada co u niego i dziękuje. To też fajne.

To bardzo wzbogacające sygnały od ludzi

Bardzo. To są nagrody. To jest tak, jak dla nauczyciela, który pracuje i po latach odzywa się ktoś już dorosły i mówi, że dzięki pani poszedłem w tą stronę i za to bardzo dziękuję. To są wielkie nagrody. Nie mówiąc, że za moje książki dostaje dużo podziękowań. To jest druga strona mojej pracy. Nawet nie przypuszczałam, że to kiedyś będę robiła. Książki są ważną linią mojego rozmawiania z ludźmi.

Co zmienia doświadczenie w tym zawodzie? Jak Pani patrzy na klienta teraz, a jak pani patrzyła kiedy zaczynała swoją pracę zawodową?

Patrzę spokojniej i cierpliwiej. Patrzę coraz bardziej bez oczekiwań. Słowo oczekiwania w ogóle okazało się bardzo ważne w terapii i moim myśleniu o świecie. Coraz mniej we mnie scenariuszy, które sobie pisałam. Pamiętam, jak poszłam do alkoholików pracować to miałam dużo oczekiwań. Po czym się okazywało przeważnie na odwrót. Albo w ogóle nie tak. Robisz to co możesz. Dajesz to co dajesz. Ile się uda to się uda.

Czyli terapeuta na początku swojej pracy jednak wchodzi w taką pułapkę, że ja zmienię twoje życie?

Strasznie chce wejść! To jest przecież cel. Mam pomagać i bardzo chcę pomóc. Żeby o sobie myśleć, że jestem na właściwym miejscu. Nauczyłam się pokory. Najbardziej na pracy z alkoholikami. Zresztą w przepisie AA pokora jest na pierwszym miejscu. Mnie to dobrze zrobiło na dalszą pracę. Żeby nie czuć się cudotwórcą, albo ostatnim kołem ratunkowym, jak oni lubią mówić: „Jesteś moją ostatnią deską ratunku”. Mówię, dobra, dobra , bierz się do pracy!

W cyklu Rozmowy o psychoterapii ukazał się także wywiad z Wojciechem Eichelbergerem

Niedawno nakładem Wydawnictwa Znak ukazał się wywiad rzeka z Panią Katarzyną Miller autorstwa Danuty Kondratowicz: „Bez cukru, proszę” której recenzję przeczytacie klikając w link.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułRozmowy o psychoterapii: Wojciech Eichelberger
Następny artykułZarządzanie inspirowane dziećmi: MASKArada
Psycholog i psychoterapeuta. Twórca i szef portalu magazyntuiteraz.pl. Popularyzator wiedzy psychologicznej. Swoimi działaniami stara się walczyć z negatywnym stereotypem osób korzystających z pomocy psychiatrycznej i psychoterapeutycznej. W magazynie pisze o psychoedukacji oraz aktualnych wydarzeniach społeczno-politycznych dotyczących opieki psychologiczno-psychiatrycznej w Polsce. Optymista. Pasjonat świata i ludzi. Miłośnik biegania, jogi i jazdy na rowerze. Prywatnie szczęśliwy mąż i ojciec. Prowadzi indywidualną praktykę psychologiczno-psychoterapeutyczną w Jaśle www.gorniakpawel.pl