„Myśl pozytywnie to szybciej zajdziesz w ciążę. Odpuść sobie starania, wtedy po prostu trafi ci się wpadka.” Hm… Trochę jak w totolotku. Szczęśliwy traf. Tylko, że to nie jest takie proste! Sprawdziłam w czasie leczenia niepłodności i wypełniając kupony w kolekturze. W każdym przypadku bez oczekiwanego efektu. A jednak nadal z całym przekonaniem twierdzę, że bez wypełniania kuponów moje szanse na wygraną maleją do zera. I bez umiejętności pozytywnego myślenia moja walka z niepłodnością byłby o wiele dłuższa i trudniejsza. Więc proszę, nie wylewaj dziecka z kąpielą i nie bojkotuj siły pozytywnego myślenia w czasie przedłużających się starań o dziecko. [Monika Szadkowska, czerwiec 2016]

Wiele kobiet leczących niepłodność po początkowej fazie starań o dziecko, kiedy myślą z optymizmem, nadzieją i radością, po pewnym czasie kiedy czekanie staje się coraz dłuższe, gubią optymizm i radość życia jako całości. Tęsknota za macierzyństwem zaczyna przesłaniać cały świat.

To normalne i hasło „myśl pozytywnie”, „bądź optymistką”, „uwierz że się uda” traktują niemalże jak obelgę. Poza tym – nie chcą myśleć pozytywnie, przecież mają dowody na to, że takie myślenie nie działa – nie są w ciąży!

Konieczność „pozytywnego myślenia” może je również wprowadzać w stan poczucia winy, że może dlatego nie są w ciąży, bo jednak za mało tego chcą, za mało się starają, za mało relaksują, za mało leczą… Myślą „za mało pozytywnie”?

Zaczyna się zamartwianie o przyszłość. Kobiety wolą martwić się i przewidywać trudności – to taka asekuracja przed kolejnym niepowodzeniem. Taktyka polegająca na uprzedzeniu porażki, kolejnej miesiączki, kolejnego nieudanego transferu.

„Nie myślę pozytywnie bo i tak wiem, że to nie sprawi że teraz zajdę w ciążę. Cierpię, więc po co i jak mam myśleć pozytywnie?” „W tym momencie mojego życia to za trudne”.

Pojawiające się poczucie winy wyrasta z przekonań nabytych w czasie dorastania, że my, kobiety powinnyśmy umieć sprostać życiowym wyzwaniom i różnym kobiecym powinnościom takim jak sprzątanie, gotowanie, dbanie o ciepło domowego ogniska i…  rodzenie dzieci. Skoro kobieta nie zachodzi w ciążę to odbiera to jako niemożność realizacji ważnego zadania życiowego powierzonego jej przez społeczeństwo, przez naturę…

Jak w takim przypadku myśleć pozytywnie, skoro „to ja, skoro to przeze mnie, przez moje deficyty, zachowanie wobec partnera (i wiele, wiele innych przykładów) nie mogę mieć dziecka”! Po prostu… nie warto?

Kobiety mają też tendencję do popadania w stan bezsilności. Mówią: „nic nie zależy ode mnie, nie mam wpływu na przyszłość”, i wtedy narzekają, płaczą, użalają się nad swoją sytuacją. To takie magiczne myślenie, że jak ponarzekam, to będzie mi lżej, uwolnię się od nagromadzonych emocji. I przez chwilę pewnie tak jest. Ale tylko przez chwilę.

Czasami też pojawia się myślenie, że jak zacznę myśleć pozytywnie, to znaczy cieszyć się z tego co mam to zaneguję swoją potrzebę macierzyństwa i posiadania dziecka. No bo skoro się cieszę to znaczy, że przestałam cierpieć, tęsknić, czekać na ciążę, na swoją kolej bycia mamą.

To nie tak!

Myślenie pozytywne nie oznacza pogodzenia się z niepowodzeniami, nie jest zaprzestaniem starań i poddaniem się.

Tęsknota za macierzyństwem, pragnienie zostania matką będzie. Nikt nie mówi, że zniknie albo że pozytywne myślenie ją wyeliminuje.

Bardziej chodzi tutaj o akceptację tego w jakim miejscu życia teraz jesteś. Daj sobie prawo do tęsknoty za ciążą i dzieckiem i jednocześnie daj sobie prawo do cieszenia się pięknym dniem, miłą rozmową z przyjaciółmi, wieczorem z mężem.

Chcesz mieć dziecko i jednocześnie myślisz pozytywnie czyli skupiasz swoje myśli na tym co dobre, miłe, zabawne, radosne tu i teraz. Ładuj swoje akumulatory pięknem zachodzącego słońca, szumem liści, zadowoleniem po wyjściu do kina czy na basen.

Doceń i zauważ życie w danym momencie  w którym jesteś. Tu i teraz. Cały czas czekając na dziecko i robiąc co w Twojej mocy aby spełniły się marzenia.

 Zaplanuj sobie dobry dzień.

Czekając na dziecko myśl pozytywnie bo to doda Ci energii i siły na czekanie.