Październik, nieco pochmurny i chłodny dzień. Wchodzę do jednego z warszawskich Empików, czeka już w nim zgromadzony tłum. Dziś ma się odbyć premiera najnowszej książki Beaty Pawlikowskiej: „Wyszłam z niemocy i depresji, ty też możesz”. Pozycja mogłoby się wydawać dość odmienna od wszystkich wydanych przez panią Beatę. Porusza jednak jeden z najważniejszych tematów, dając wskazówki jak odnaleźć nadzieję i drogę do szczęścia, kiedy wszystko wydaje się już być niemalże stracone. Po spotkaniu z czytelnikami nadszedł mój wymarzony moment wywiadu. Przyznam się szczerze, że czekałam na niego bardzo długo. Autorka od ładnych kilku lat ciekawiła mnie nie tylko egzotycznymi opowieściami o swoich podróżach, ale przede wszystkim podejściem do życia, do samej siebie. Wreszcie przed moimi oczami stanęła drobna blondynka, o dużych szarobłękitnych oczach, witająca mnie przyjaznym uśmiechem. A ja mogłam dowiedzieć się czegoś o Jej świecie. [Martyna Świtkowska, listopad 2016]

– Jest Pani związana z podróżami, które stanowią Pani wizytówkę i cechę charakterystyczną. Chciałabym zatem zapytać – Jeśli Pani Beata miałaby opisać samą siebie w formie istniejącego państwa na ziemi, jakim państwem by była?

– Kolumbią.

– Dlaczego?

– Dlatego, że Kolumbia jest bardzo kolorowa. Pozytywna. Energetyczna. Dynamiczna. Nieprzewidywalna i cały czas idzie naprzód.

– Mówi się, że podróże są trochę jak życie.

– Owszem, są.

– Mówi się, że każda podróż pokazuje nam prawdę o sobie, o otaczającym nas świecie. Umożliwiając nam jednocześnie poszukiwanie nam siebie prawdziwych. Jest Pani postacią, która pokazuje ludziom w jaki sposób dochodzić do prawdy wewnętrznej. Chciałabym zapytać jak to było u Pani na początku? Jak się domyślam nie zawsze wiedziała Pani czego chce i kim naprawdę jest. Jak to się zaczęło?

– Najpierw krążyłam po omacku. Wiedziałam tylko tyle, że szukam czegoś. I wiedziałam też, że kiedy to znajdę, to będę od razu wiedziała, że to jest TO. Nie miałam kogo zapytać o drogę, to były czasy przed internetem, kiedy dostęp do informacji był trudniejszy, ale z drugiej strony myślę, że to dobrze. To uczy samodzielności i odpowiedzialności za samego siebie. Najpierw więc błądziłam i rozbijałam sobie głowę na różnych życiowych murach. A potem nauczyłam się znajdować wlaściwą drogę.

– Co powinni zrobić zatem nasi czytelnicy, jeśli chcieliby odnaleźć swoją ścieżkę życia?

– Myśle, że przede wszystkim nauczyć się uczciwości wobec samego siebie. To może łatwo brzmi, jednak w praktyce bywa trudne. Nie chodzi o to co mówisz o sobie ani o to, co pokazujesz innym ludziom. Chodzi o uczciwość wobec samego siebie. Chodzi o to, żeby usłyszeć swoje własne myśli i emocje, i przyznać się do nich przed samym sobą – nawet wtedy, kiedy to są myśli i emocje, które wydają ci się złe albo niewłaściwe. Takie emocje, które pojawiają się w tobie w zaskakujących sytuacjach, pokazują ci jaka jest prawda o tobie. Czego jest w tobie najwięcej – czy strachu, czy życzliwości. Kiedy wiesz jaki naprawdę jesteś, możesz spróbować zmienić, naprawić to, co wydaje ci się destrukcyjne.

– Książka i okazja dzięki, której tutaj jesteśmy porusza trudne tematu, można powiedzieć tematy wręcz tabu w Polsce.

– Myslę, że to nie są trudne tematy. One są właściwie łatwe. Wystarczy tylko odsunąć uprzedzenia i stereotypy związane ze takimi słowami jak „depresja” czy „uzależnienie”.

– To prawda.  Jednak jako ludzie bardzo często boimy się i odpychamy te trudne emocje od siebie.

– Myślę, że nie chodzi o negatywne emocje. Ludzie raczej instynktownie odpychają od siebie prawdę. Bo prawda jest trudna. Poznanie prawdy wymaga zmiany. Na przykład weźmy kogoś, kto nagle uświadamia sobie, że jest instynktownie źle nastawiony do świata i w każdej sytuacji szuka złych stron. Uświadamia sobie, że taka właśnie jest prawda. I co dalej? Jeżeli przyzna się do tego przed sobą samym, to będzie musiał włożyć wysiłek w to, żeby to zmienić. Dlatego ludzie wolą się nie przyznawać do prawdy. Wolą coś udawać, żeby za wszelką cenę uniknąć zmian, bo podświadomie każda zmiana kojarzy się z zagrożeniem.

– Domyślam się, że również i w Pani życiu bywały takie trudne momenty. Jaki był zatem moment, który nauczył Panią najwięcej?

– Nie wiem czy był jeden taki moment. Za każdym razem kiedy uderzasz głową o ścianę, to boli i czujesz się nieszczęśliwy. Czujesz się więźniem swojego życia. Przyszedł jednak taki moment, kiedy postanowiłam zaopiekować się moim życiem i podjąć świadome decyzje. Czy chcę dalej krążyć po omacku i otaczać się iluzjami? Czy może jestem już gotowa do tego, by znaleźć prawdę?

– Co mogłaby zatem powiedzieć Pani osobom, które aktualnie znajdują się właśnie w takim trudnym momencie życia? Dzięki czemu mogłyby dostać dodatkową energię i wyjść z tego trudnego dla siebie czasu?

– Myślę, że jest kilka rzeczy, które można zrobić na początek. Mogą zabrzmieć banalnie, ale to są naprawdę ważne rzeczy, od których warto zacząć. W pierwszej kolejności trzeba zadbać o to, żeby całe ciało łącznie z umysłem i duszą miało szansę się zregenerować, czyli  spać tyle, ile potrzebuje organizm. Kłaść się i wstawać o mniej więcej tej samej porze, czyli uregulować rytm dnia. To jest jedna rzecz. Druga rzecz to przestać oszukiwać swoją duszę, swój umysł i swoje ciało śmieciowym jedzeniem, białym cukrem i alkoholem. A trzecia rzecz – i to są trzy rzeczy, które najlepiej gdyby działy się jednocześnie – więc trzecia rzecz to zacząć wprowadzać pozytywne zmiany do swojego życia. Choćby takie, żeby codziennie wyjść na dwór, pójść na spacer i mówić do siebie „kocham cię”. To są proste rzeczy, ale jeśli będziesz je robić codziennie, to one pomaleńku zaczną wprowadzać niesamowicie dobre zmiany do twojej podświadomości.

– Chciałabym teraz z kolei zapytać o najpiękniejsze wydarzenie, podróż, która w jakiś sposób pozwoliła zmienić Pani życie.

– Najpiękniejsze wydarzenie to wyjść na dwór przed świtem. Niezależnie od miejsca, w jakim jesteś na świecie. Wyjdź z domu wtedy, kiedy zaczyna się świt i posłuchaj jak śpiewają ptaki. To jest najbardziej magiczna rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Czyste szczęście.

– Chodzi o bycie tu i teraz?

– Tak. Dostrzeganie i usłyszenie tego co jest piękne i jest tuż obok.

– Powoli zbliżając się już do końca naszego wywiadu, chciałaby zapytać o to, jakie jest Pani motto życiowe?

– Być sobą i docenić to, co jest ważne, dobre i piękne obok mnie. Najpierw trzeba dostrzec i docenić to, co jest blisko, ucieszyć się tym i czerpać z tego radość, a dopiero wtedy w życiu zaczynają pojawiać się następne fantastyczne rzeczy. Takie, które wydawały się niemożliwe albo niedosiężne. Kiedy umiesz się cieszyć z tego, co masz już teraz w swoim życiu, to ta radość czyni niesamowite cuda i przyciąga do życia następne dobre niespodzianki.

– Ogromnie dziękuję za te wszystkie słowa oraz wywiad.

– Bardzo proszę.

Nie wiem czy się ze mną zgodzisz, ale to proste i klarowne recepty na początek drogi w kierunku odnalezienia własnego szczęścia. Pozostawiam Cię zatem z nimi Drogi Czytelniku, życząc Ci abyś podobnie jak Autorka nauczył się dostrzegać piękno życia w najbardziej jego niepozornych elementach. Każdego zwykłego-niezwykłego dnia.